Pewnego zimowego dnia dwie dusze spotkały się pomiędzy zapachem kawy i ciepłem uśmiechów kierowanych w swoją stronę. Pewnego, naprawdę mroźnego dnia los zacierał swoje dłonie, bawiąc się nitkami przeznaczenia, splatając je ze sobą w przeróżne wzory i choć wzory te były proste, w swojej prostocie były piękne.
Baekhyun obserwował Jongdae przez cały wieczór, podczas którego Chanyeol dotrzymał im towarzystwa i czuł się spokojny, widząc delikatny uśmiech majaczący w uniesionych kącikach jego ust. Oczy nie błyszczały, jednakże ten delikatny zarys uśmiechu pozwalał mu na poczucie namiastki spokoju, z którym tej nocy zasnął bez problemów. Wpatrzony w mieniący się za oknem śnieg pod wpływem błysków lampek oraz blasku lamp, docierających z dołu, wspominał miniony wieczór.
Jongdae nie zwrócił uwagi na Baekhyuna ani meżczyzny, którego przyprowadził ze sobą do domu. Nie spytał gdzie był tak długo, nie powidział, że się martwił. Przestał to robić kilka dni po zawaleniu się jego małego świata. To był stary Jongdae, który został pogrzebany pod gruzami wesołego śmiechu i błysku w oczach oraz zalany litrami alkoholu. Ten Jongdae, którego zastali siedział na kanapie zawinięty w swój szary koc z butelką wody mineralnej w dłoni, wpatrzony w lecące na ekranie telewizora reality show. Baekhyun pokręcił głową, widząc ptające spojrzenie Chanyeola i skinął głową, bezgłośnie nakazując mu ruszyć do kuchni, którą od salonu dzieliła jedynie mała pozłacana linia pomiędzy kafelkami w kuchni, a ciemnymi panelami. Baekhyun uruchomił ekspres.
- Na jaką kawę masz ochotę? - spytał z czystej zasady. Tak naprawdę miał do wyboru tylko dwa rodzaje; espresso, espresso lungo i ristretto, które były tak naprawdę jednym rodzajem kawy zaparzanej na trzy różne sposoby, oraz cappucino.
- Zdam się na twój gust. - odpowiedział spokojnie. Miał na sobie wełniany sweter w czarno-czerwone paski, idealnie dopasowany do jego postawy, a na nosie błyszczały okrągłe okulary, które wyjął dopiero po wejściu do mieszkania. Jego dłonie ułożone były w wieżyczkę, a wzrok uciekał w stronę zapatrzonego w ekran telewizora Jongdae. - To twój współlokator? - spytał, podczas, gdy Baekhyun wpakował odpowiednią ilość kawy do grupy i podstawił dwie filiżanki.
Przytaknął, obserwując jak stróżka kawy zapełnia dno filiżanki, a potem pnie się delikatną kremą ku górze po jej brzegu. Odliczył dwadzieścia siedem sekund i wyłączył ekspres.
- Nie przejmuj się nim. - odpowiedział, wkładając na usta przyjazny uśmiech. Westchnął, przelewając z większego dzbanka do mniejszego spienione w międzyczasie mleko i uniósł filiżankę pod odpowiednim kątem, by zwinnym ruchem, dzięki współpracy białej pianki narysować na wierzchu kawy tulipana. Na kolejnej utworzył niestaranne serduszko. - Słodzisz? Mam syrop waniliowy. Do cappucino idealny.
Wtedy Chanyeol przytaknął.
Jondae dołączył do nich pół godziny temu, widocznie nie mogąc wytrzymać ciekawości nowej osoby w ich mieszkanku, którego tak naprawdę żadko kiedy ktokolwiek odwiedzał. Wybrał moment, w którym Chanyeol, trzymając swoją dłoń zewnątrzną stroną ku górze, mówił o swojej ranie zadanej przez ukryty pod śniegiem kamień na który oboje, wraz z Baekhyunem upadli dzisiejszego wieczoru. Baekhyun wspomniał o komórce.
- Jesteś nieuważny - usłyszał ponad sobą. Jongdae patrzył na niego niespokojny spojrzeniem, w dłoni ściskając nakrętkę pustej butelki po wodzie, a na jego przygarbionych ramionach spoczywał koc, dają złudzenie miękkiej peleryny. Zmienił koszulkę na czystą, koloru czerwonego i ubrał dresy tej samej barwy, wyglądając niemal tak jak Jongdae wyglądał półtora miesiąca wcześniej.
- Powiedziałem mu to samo - powiedział Chanyeol melodyjnym głosem, najwidoczniej czując się w towarzystwie nowo poznanych naprawdę swobodnie. Uniósł filiżankę z narysowanym na wierzchu sercem i upił niewielki łyk z zadowoleniem. Pianka z mleka pozostawiła brązową linię na jego górnej wardze, którą pochwili starł kciukiem. Właściwie dzięki owemu serduszku, Baekhyun poznał jedną z widocznych jego cech jakim była okropna upartość.
Baekhyun mianowicie należał do bardzo dokładnych osób, które, jeśli coś zaczynają, muszą pozostawić w nieskazitelnie idealnym stanie aż do końca. Tak było ze wszystkim; z nauką, ze sprzątaniem, z zakupami. Ileż to razy Baekhyun irytował się, gdy musiał zaopatrzyć ich lodówkę w w dwóch sklepach zamiast jednym? Przestał liczyć dwa miesiące po wprowadzeniu sie.
Dlatego też, serduszko, które namalował, a które okazało się zbyt niechlujne, zostało stworzone dla niego i nie dopuszczał do swoich myśli faktu, by zamienić je na pięknie narysowanego tulipana, który kołysał się pod wpływem każdego najmniejszego ruchu filiżanką. Tulipana dla Chanyeola.
Chanyeol najwidoczniej domyślił się jego zamiarów, bo gdy tylko chłopak położył filiżanki na stole, jego wzrok powędrował do koślawego serduszka, które do dzieł sztuki z pewnością nie należało.
- Ta jest moja - powiedział Baekhyun spokojnym tonem, zasiadając na krześle, nieco wyżwym niż te przeciętne. Jego pięty unosiły się nieznacznie nad panelami. Chanyeol potrząsnął głową, a jego loki poruszyły się pod wpływem ruchu.
- Chcę tę z sercem - powiedział, patrząc swoimi dużymi oczami na Baekhyuna.
- Jest moja. - zakomunikował mu w odpowiedzi.
- Chcę tę z sercem. - powtórzył. Baekhyun zmarszył brwi, widząc jak dłoń siedzącego na przeciwko niego chłopaka sunie w stronę postawionej przed nim filiżanki. Nie mógł dopuścić, by ich gość dostał brzydką kawę.
- Nie.
- Chcę ją - powiedział. Baekhyun zauważył jak powstrzymuje uśmiech. Jego kąciki uniosły sie ku górze. Baekhyun sięgnął szybkim ruchem po filiżankę wziął łyka, mając nadzieję, że będzie to na tyel dobre rozwiązanie, by zakończyć ich małą sprzeczkę. Pierwszą, ale zdecydowanie nie ostatnią. Odstawił naczynie na stolikk i obliżał usta z biało-brązowej pianki.
Jakież było jego zdziwienie, kiedy Chanyeol po prostu wziął jego filiżankę i bez ceregieli upił z niej duży łyk kawy.
Teraz, gdy zawartość kawy powoli kierowała się ku dnu, a jongdae postawnoił zainteresować się czymś innym niż to, co aktualnie pokazywała stacja KBS, sprzeczka z upartym Chanyeolem popełzła w niepamięć.
- Mogę się dosiąść? - usłyszał ponad sobą głos Jongdae. Baekhyun drgnął, widząc jego kącik ust unoszący się ku górze.
***
Podczas całej tej historii właśnie ten moment, był momentem przez którym wydarzenia nabierają sensu, a słowa koloru. W świecie Jongdae kolory zabrał Minseok, odchodząc bez oglądania się, a swoimi barwami podzielił się Chanyeol. Zwyczajny nieznajomy, którego przeznaczenie popchnęło wraz z Baekhyunem do tej samej kawiarnii.
***
Nowy dzień rozpoczął świst wiatru wiejącego za oknem oraz niosącego nowe warstwy śniegu na, i tak ośnieżony, Seul. Tego roku zima przyszła bardzo wcześnie i była bezlitosna. Baekhyun wpatrywał się z w widok z okna ich, zapomnianego na ten okres, balkonu, obserwując jak świat za cienką warstwą szkła żyje własnym życiem. W dłoni trzymał filiżankę czarnej kawy, kórej woń wypełniała cały salon wraz z kuchnią. Zegar wskazywał godzinę ósmą, kiedy Baekhyun oderwał wzrok od okna i podszedł do porozkładanych na całym stole notatek. Odłożył kawę na drewnianą powierzchnię, uważając, by nie odbić kółka na żadnej z kartek i wziął jedną z nich w palce.
Jongdae pojawił się znikąd. Dotknął włosów Baekhyuna i przeczesał je w przyjaznym geście. Zupełnie jak stary Jongdae. Baekhyun zamrugał. W jego zachowaniu był haczyk.
- Znów od rana toniesz w notatkach. - stwierdził chłopak i choć wyraz jego twarzy pozostawał obojętny, kąciki ust wydawały się być uniesione bardziej niż zwykle. Baekhyun skinął głową, unosząc ptająco brwi. Poczuł nagłą potrzebę rozprostowania nóg, choć jeszcze przed chwilą stał niemal dziesięć minut bez ruchu gapiąc się na zaśnieżone bloki. Jongdae usiadł na przeciwko niego z nieodłączną mu butelką wody. Najwidoczniej jego dzień regeneracji trwał dłużej niż zwykle.
- Ty też powinieneś. - odpowiedział mu wymijająco. Jongdae pokiwał głową, jednakże nie miał zamiaru kontynuować wrażlwiego tematu swoich studiów. Odkręcił butelkę i zwilżył usta. Przez długą chwilę w ciszy, podczas której Baekhyun przyswoił nie więcej niż półtorej strony notatek, zapisanej niestarannym pismem. Atmosfera z każdym oddechem stawała się niepokojąco ciężka, zupełnie nie podobna do atmosfery, którą zwykle unosiła się wokół nich. Baekhyun spojrzał na Jongdae, który skupiony na zabawie nakrętką, nie zwrócił uwagi. Westchnął glośno.
- Co się dzieje? - spytał - Chcesz mi powiedzieć, że dziś znów wychodzisz?
- Kim jest dla ciebie Chanyeol? - spytał, a Baekhyun poczuł jak dziwna atmosfera, która pojawiła się wraz z przyjściem Jondae do kuchni nagle rozbryzguje się o kafelki kuchennej podłogi w reakcji na jego własne zaskoczenie.
- Nikim. Poznałem go wczoraj. Wyświadczył mi przysługę, więc zaproponowałem mu kawę. - wyjaśnił, odkładając papiery na stół. Sięgnął po filiżankę i oparł się o oparcie. - Dlaczego pytasz? - pytając, utkwił uważne spojrzenie w siedzącym przed nim chłopaku, który nagle wydał się być speszony.
- Cóż... Chciałem upewnić się, że to nie jest jakieś działanie z twojej strony, żebym zapomniał o M... O Minseoku. - powiedział, imię chłopaka wypowiadając neutralnym tonem, pozbawionym jakiejkolwiek barwy lub cienia emocji. Zupełnie jakby było przezroczystym szkłem pośród mieniących sie kolorami butelek. Baekhyun uśmiechnął się do niego przyjaźnie, nie wiedząc jak bardzo owy uśmiech podbudowuje samopoczucie przyjaciela.
- Chciałem was poznać, bo pomyślałem, że trochę optymizmu ci się przyda - wyjaśnił, podpierając głowę na dłoni, a swój wzrok lokując w Jongdae, który odwzajemnił niepewnie jego uśmiech - Jeśli sam nie potrafię ci go zapewnić, a jestem w tym beznadziejny, oboje o tym wiemy, to przynajmniej tak chciałem ci pomóc.
Powiedział prawdę i czuł się lżej. Nawet jeśli owa prawda to tylko jedna z nici w smukłych palcach losu, który śledząc działania swoich laleczek, świadomie pociągał za ich sznurki.
***
- Brałeś dziś leki? - głos Jongdae był irytujący, gdy zadawał to pytanie raz po raz, mimo iż na żadne z nich do tej pory nie uzyskał odpowiedzi. Baekhyun udawał, że go nie słyszy, wpatrzony w notatki, choć teraz, kazde ze zdań pozbawione było sensu. Były po prostu zwykłym zestawem przypadkowych liter, które losowo poprzedzielane były spacjami. Odłożył filiżankę, w notatkach myśli zapisując, by poranne kawy fundować sobie w dużym kubku. Dla zdrowia.
- Powinieneś je brać - usłyszał znów, choć słowa te zostały wypowiedziane niecałą godzinę wcześniej, gdy po kolejnym wybuchu jego rozdrażnienia, głownie spowodowoanego stresem, Jongdae po prostu wyszedł z mieszkania. Dzień, który zapowiadał się dobrze, nagle zmienił swoją barwę, a powietrze, którym oddychali zostało zatrute jadem, który każdy z siebie wyrzucał.
- Brałem. - wymamrotał - Powinieneś zająć się swoim życiem, kiedy próbuję sie uczyć - odpowiedział głos w jego głowie i oczywiście, było to kłamstwo, jednak dlaczego okłamał swojego przyjaciela w tak błachej sprawie pozostało dla niego niewiadomą. Byli dorośli i znali się od zawsze, wydawałoby się, odkąd tylko pamiętali, więc jakieś białe kapsułki nie mogły po prostu ich poróżnić bez powodu. Powód okazał się jasny dopiero tego wieczoru, podczas gdy efekt motyla doprowadził ich do kolejnej konfrontacji.
Ludzie czasami mają problemy, czasami nawet zatrzymują je dla siebie, a w jeszcze innym przypadku dzielą się nimi z najbliższymi. Jednakże, by ująć swoje myśli w słowa potrzeba bogatego zasobu słownictwa, zwłaszcza dla tych zawiłych, tańczących swoje włąsne tańce pośród muzyki codzienności. Dla Baekhyuna problemem i zmartwieniem był niepokój, który odczuwał. Niepokój, który człowiek czuje, podczas oglądania horroru w telewizji. Główny bohater idzie zaciemnionym korytarzem w stronę drzwi, oświetlane przez pioruny burzy szalejącej na zewnątrz i każdy doskonale wie, że morderca, czychający w domu schowany jest w szafie, jednak niepokój trwa nadal. Tak właśnie czuł się Baekhyun. Czuł się jak widz, który może krzyknąć: "Nie odwracaj się!" lub "Biegnij!" ale nikt poza czterema ścianami go nie usłyszy.
Niepokój podsycał stres, który czuł, a czuł go z powodu zbliżających się egazminów z wyjątkowo ciężkiego materiału, który to raz po raz próbował sobie przyswoić w każdym możliwym miejscu - czy to kuchnia ich małego mieszkanka, czy to łazienka, gdzie zabierał dwie-trzy kartki i przyczepiał je taśmą do lustra, by czytać podczas mycia zębów lub suszenia włosów, czy to kawiarnia, w której z dnia na dzień bywał coraz częściej.
- Zajmij się swoim życiem. - jego własny głos zadżwięczał w jego głowe, kiedy półtorej godziny później siedział w kawiarnii MilkyWay Cafe pijąc kolejny kubek kawy. Zajął miejsce w kącie sali, z dala od pozostałych klientów, którzy z usmiechami na twarzy wdawali się w rozmowy ze swoimi przyjaciółmi, bądź drugimi połówkami, kto ich tam wiedział. Baekhyun zaś trapił się jednym zdaniem, powtarzanym w kółko i w kółko w jego głowie i zastanawiał się jak okropnym człowiekiem był, każąc zająć się problemami osobie, którą jeden problem zjada od środka.
Jongdae najproawdopoobniej siedział w jednym z pubów i popijał kolejnego drinka w towarzystwie ubranych w skąpe stoje kobiet, a jego myśli z pewnością krążyły wokół Minseoka, nie Baekhyuna i jego słów, ale Minseoka. Bo właśnie taki był Jongdae, nie przejmował się wieloma problemami tylko jednm - tym, mającym nad nim największą władzę, pozbawiający go jasności umysłu, w przeciwieństwie do Baekhyuna. Ten zaś był uosobieniem stresu i paranoi.
- Zrób sobie przerwę, kochanie - czuły, kobiecy głos rozległ się ponad nim, a niewiele pomarszczona dłoń z pomalowanymi na czerwono paznokaciami w śnieżne wzorki postawiła na stoliku talerzyk z kawałkiem ciasta jabłkowego, niosącego ze sobą przyjemny zapach cynamonu. - Na koszt firmy - powiedziała, gdy chłopak uniósł zdezorientowany wzrok na właścicielkę kawiarnii. Miała na sobie czerwony fartuszek z widniejącym nań reniferem czerwono-świecąco-nosym. Najwidoczniej stój elfa, w którym widział ją poprzednim razem nie sprawdził się. Jej włosy upięte były w luźnego koka, a na ustach malował się delikatny, przyjazny, niemal matczyny uśmiech. Baekhyun odwzajemnił ten uśmiech, a jakże. Kim Minhee była jedyną w swoim rodzaju.
- Dziękuję pani. - odpowiedział, uradowany tym, że choć przez krótki moment nie będzie musiał udawać, że rozumie cokolwiek z tego co przeczytały jego oczy. Odłożył trzymaną w dłoni notatkę na stolik i zebrał pobieżnie kartki, robiąc miejsce na talerzyk. - Dosiądzie się pani? - spytał, po raz olejny tego wieczoru ubierając na usta swój uśmiech.
Kobieta przewiesiła przez przedramię szamatkę, której profesjonalna nazwa uciekła Baekhyunowi z głowy i posłała spojrzenie w stonę lady. Żaden nowy klinekt nie uderzał w dzwoneczek, by zwrócić na siebie uwagę, toteż, kobieta usiadła na kanapie na przeciwko niego i nachyliła się w charakterystyczny dla ciekawskiego człowieka sposób. Baekhyun dobrze wiedział o co chodziło.
- Rozmawiałeś z Minseokiem? - spytała, podczas gdy chłopak odkroił kawałeczek ciasta. Pokręcił głową przecząco i uniósł kąciki ust czując przyjemy smak cynamonu z jeszcze ciepłym jabłkiem pieszczące jego podniebienie.
- Nie zastałem go w domu, ale zostawiłem kontakt do siebie. - wyjaśnił po chwili i pobieżnie opowiedział przbieg spotkania z niejakim Junmyeonem, przerywając momentami na zjedzenie kolejnego kawałeczka ciasta, któremu wręcz nie mógł się oprzeć. Jeśli chodziło o ciasta z kawiarnii MilkyWay, były najlepsze w całym Seulu. Mówiąc o Junmyeonie nie powstrzymał się przed komentarzem odnoszącym się do niekompetencji pracowników, odpowiadających za bezpieczeństwo przechodniów podczas srogich zim. Jednakże oszczędził się do nazwania ich "Tymi dupkami, którzy niemal spowodowali moją śmierć" Słysząc to, kobieta zaśmiała się i pokręciła głową, a jej wzrok przez moment lustrował postać Baekhyuna z rozczuleniem. Rozczuleniem takim samym, jakim darzyła go przy każdej rozmowie.
- Wracając do tematu - podjął po chwili, czując jak jego mięśnie rozluźniają się podczas, gdy wyrzucał z siebie kolejne informacje, które zdobył - Myślę, że Minseok do niego nie zadzwoni. Junmyeon mówił o nim w taki sposób jakby wiedział, że zostawianie swojego numeru nie zmieni nic w naszym dotychczasowym życiu - stwierdził i oblizał łyżeczkę z kremu. Odłożył ją na talerzyk i sięgnął po kubek. Jego ciepłe jeszcze ścianki wprawiły skórę jego dłoni w przyjemne mrowienie. - Teraz, gdy myślę o tym w jaki sposób Minseok zostawił Jongdae, nasuwa mi się na usta stwierdzenie, że on go wcale nie kochał, podczas, gdy Dae był w nim szaleńczo zakochany. Rzucić kogoś przez esemesa... też mi coś. - prychnął.
- Jest z nim źle, prawda? - spytała.
Baekhyun wzruszył ramionami. Nie mógł oceniać jego stanu niczym zawodowy psycholog, bo takowym nie był, ale mógł to zrobić jako przyjaciel i kiedy to robił, jego serce umierało z rozpaczy.
- Jongdae nigdy się tak nie zachowywał - przyznał, uosząc kubek do ust, jednak nie upił ani łyka herbaty, bo jego wzrok utkwił we wchodzącej do pomieszczenia postaci. Jej obecność ogłosiły świąteczne dzwoneczki zwisające z sufitu. W zwykłe dni był to pojedynczy dzwonek, który kołysał sie leniwie nawet przy delikatnym wietrze. W święta jednak zamieniał się w gromadkę małych dzwoneczków, a ich dźwięk w przyjemny dla ucha sposób informował każdego z obecnych o nowym gościu, jednocześnie dopełniając uroku tego miejsca. Baekhyun wzdrygnął się, widząc przed oczami dłoń pani Kim.
- Nie martw się, Luhan się tym zajmie - powiedziała, sprowadzajać tymsamym całą jego uwagę na siebie. Pokręciła głową z politowaniem i zerknęła za wysokie oparcie kanapy, wykręcając się przy tym niebezpiecznie - Przynajmniej raz przyda się do czegoś pożyteczniejszego niż wciskanie dwóch przycisków na zmianę. - dodała, wracając do poprzedniej pozycji. - Co masz na myśli, mówiąc, że Jongdae się tak nie zachowywał?
Baekhyun potrząsnął głową po raz kolejny, a jego wzrok powędrował w stronę stojącego na przeciwko niskiego blondyna mężczyźnie. Jego loki pokryte były śniegiem, a duże dłonie polerowały okulary, które przez nagłą zmianę temperatury zdążyły zaparować. Baekhun przesunął się w stronę okna, mając nadzieję, że oparcie skutecznie go zasłoni.
- Nie pił. Z reguły Jongdae stronił od picia. - wyjaśnił, na nowo skupiając swój wzrok na kobiecie - Kiedy jeszcze chodziliśmy do szkoły nie bywał na imprezach i wolał bawić się w gronie własnych znajomych. Dopiero Minseok... - powiedział i zamknął oczy. Nie musiał patrzeć w stronę lady, by móc wiedzieć, że wysoka postać Chanyeola zbliża się do jego stolika.
Z kuchni dobiegł odgłos naczyn ocierających się o siebie podczas mycia, choć tym razem był o wiele czystrzy i dokłądniejszy, a później ten sam dzwięk zmienił się w huk i najprawdopodobniej miliony odłamków porcelanopodobnej materii. Kim Minhee pobladła, a jej oczy otworzyły się szeroko. Oczy siedzących najbliżej, oraz tych, którzy owy dźwięk usłyszeli, powędrowały na niewielkie okienko tuż za ladą, z którego, po niedługiej chwili grobowej ciszy dołączył głos wypluwajacy z siebie nieznane dotąd Baekhyunowi chińskie zwroty.
- Przepraszam! Naprawię to! - zawołał znów, przeciągając i zmiękczając niektóre sylaby. Kobieta pokręciła głową, a jej policzki oraz uszy poczerwieniały. Wstała od stołu i mamrocząc pod nosem udała się w stronę kuchni.
- Myślę, że przygotowanie cappuccino to dla niego zbyt wiele - Chanyeol zaśmiał się, zajmując miejsce, niedawno opuszczone przez właścicielkę kawiarnii. - Mogę sie dosiąść? - spytał, wkładając na nos okulary.
Baekhyun westchnął, odkłądając kubek z herbatą na stolik.
- Już to zrobiłeś - stwierdził, przeglądając porozkładane po całym stoliku kartki. Miał szczęście, że kilkanaście dni wcześniej, gdy rozpoczynał kompletowanie notatek postanowił ponumerować strony, więc odnalezienie kolejnych kartek było dla niego naprawdę łatwym zadaniem.
- Wiem. To pytanie było czysto retoryczne - odparł chłopak, nie pozbywając się uśmiechu z twarzy. Jego policzki ozdobiły delikatne dołeczki. - Czy to kolejne przypadkowe spotkanie? - zapytał, uważnie obserwując grzebiącego w tworzącej się powoli na stoliku stercie kartek. Wyszedł nawet z inicjatywą odnalezienia kolejnych numerków stron, więc krótką chwilę później przed Baekhyunem stał równy stosik. Odsunął go na bok, a potem schował do torby.
- Jeszcze jedno takie "przypakowe" spotkanie, a pomyślę, że mnie śledzisz. - Baekhyun spojrzał na niego i posłał delikatny uśmiech. Przeczuwał, że jego plany nauki legły w gruzach. I dobrze, mówił sobie, i tak nie potrafił zrozumieć tego co jego własna ręka zapisała. - Nie licz na to, że postawię ci dzisiaj kawę.
Chanyeol wywrócił oczami.
- Nie będę cię prosił o kawę. - powiedział - Poczekam aż dojdzie do trzeciego spoktania i jej zarządam. Tym razem z sercem, o które nie będę musiał wlaczyć.
- To nie była walka, a zwykła sprzeczka. - odparł, mrużąc oczy. Przeczuwał, że kolejna z dyskusji wisi w powierzu. Był gotów sie sprzeczać o swoją rację, a jakże. Rozwiał ją zaś szeroki uśmiech na ustach Chanyeola i to po niedługiej chwili.
- Dobrze. jednakże tym razem znów poproszę cię o kawę. - zakomunikował, unosząc swój wzrok na pojawiającego się obok stolika kelnera ubranego podobinie elfi strój jaki miała poprzednim razem na sobie pani Kim. Jego twarz zaś, zamiast być rumiana, była blada jak papier, a oczy rozbiegane. Baekhyunowi wydawało się, że chłopak, Luhan, jak wcześniej wspominała właścicielka, ledwo utrzymuje tackę z filiżanką.
- Proszę - zająknął, sięgając po naczynie - Pańskie zamówienie - przeciągnął pierwszy wyraz i po raz kolejny zaciął się na drugim. Wyglądał na naprawdę przerażonego.
- Dziękuję, czy... - zaczął Chanyeol, lecz Baekhyun wpadł mu w słowo.
- Bardzo krzyczała? - spytał, niemal z rozbawieniem. Chłopak spojrzał na niego i zdjął komiczną elfią czapeczkę z głowy. Sprawiał wrażenie jakby nie do końca docierał do niego sens wypowiedzianych słów i Bakehyun zwalił to na jego akcent, który zdradzał, że nie pochodzi z Korei. Pokręcił głową, tłamsząc materiał czapeczki w dłoniach równie bladych co twarz.
- Nie - odpowiedział - Ale potrąci mi z pensji. Zbiłem cały stos talerzyków do deserów i trzy salaterki do kiślu. - powiedział swoim łamanym koreańskim - Były całkiem nowe, a pani Minhee czekała na nie jeszcze zanim pojwiłem się w Korei.
Baekhyun pokręcił głową, czując się w zobowiązaniu uspokoić to rozbiegane, przerażone spojrzenie. Położył dłoń na jego ramieniu i pokręcił głową.
- Nie zrobi tego. Jeszcze ani razu nie potrąciła nikomu z pensji, a uwierz mi, że znałem tutaj wielu kuchcików - powiedział, z ulgą widząc jak oczy chłopaka lokują się na nim, a na jego twarzy maluje się niepewność, ale i ulga. Skłamał. Tak naprawdę znał tylko panią Minhee i Minseoka, którego pozycję zajmował teraz Luhan, ale on nie musiał o tym wiedzieć - Po prostu uważaj kolejnym razem i wez kilka nadgodzin, a pójdzie w niepamięć. - dodał, zabierając dłoń. Chłopak pokiwał głową i w o wiele lepszym niż przyszedł stanie, opuścił ich stolik, po chwili znikając za koralikową zasłoną oddzielającą zaplecze od sali.
- Dlaczego mu to powiedziałeś? - spytał Chanyeol półszeptem, jakby w obawie, ze schowany za ścianą chłopak przypadkiem go usłyszy. Baekhyun wzruszył ramionami, sięgając po kubek. Herbata zdążyła przestygnąć, ale w tym miejscu nawet zimna herbata była błogosławieństwem dla podniebienia.
- Dlaczego ma się bać? Człowiek w stresie popełnia błędy, a myślę, że pani Minhee nie chciałaby kolejnych zbitych talerzy - wyjaśnił i upił kilka łyków letniej herbaty. Chanyeol przypatrywał mu się z powątpieniem, jednak, kiedy otwierał usta, najprawdopoodbniej chcąc powiedzieć coś o bezstresowym wychowaniu, Baekhyun uniósł dłoń z wyciągniętym palcem wskazującym, powstrzymując go tymsamym. - Wracając do przerwanego tematu. Udowodnij to, że mnie nie śledzisz. Co cię tutaj sprowadza?
Chanyeol przechylił głowę i układając dłonie pod brodą, wskazał na stojącą przed nim filiżankę po brzegi wypełnioną spienionym mlekiem. Wzór, mający przypominać serce wyglądem przypominał plamę.
- W porządku. - wymamrotał Baekhyun, zwilżajac usta. Zapach kawy działał na niego pobudzająco, ale wiedział, że czwarta kawa w tym dniu, który swoją drogą się jeszcze nie zakończył to zły pomysł.
- Mam tutaj blisko z budynku gimnazjum, gdzie pracuję. Wczoraj skończył się mój pierwszy tydzień, więc postanowiłem uczcić go kawą. Poprzednie nasze spotkanie oraz kolejne to czysty przypadek - uniósł dłonie w geście obronnym, jednak uwagę Baekhyuna przykuła inna rzecz niż usprawiedliwienie zdrządzenia losu, który gdzieś w przestrzeni właśnie dobrze się bawił.
- Jesteś nauczycielem?
Chanyeol parsknął śmiechem.
- Coś ty! - pokręcił głową - Pracuję w bibliotece. Jestem prawą ręką pani Lee, która tam urzęduje. Szczerze mówiąc, jestem zdziwiony, że przez tyle czasu dawała sama radę. Ta biblioteka jest ogromna!
***
Zmierzchało. Ciężkie śniegowe chmury zwisały nisko nad miastem, grożąc sypnięciem w każdej chwili. Co jakiś czas zdawały się wypuszczać ostrzegawcze drobinki śniegu, które tańczyły w blasku wszechobecnych ulicznych lamp, neonów lokali zapraszajacych na ciepły posiłek, sklepów oraz lampek ozdabiających niektóre okiennice. Mróz trzeszczał pod podeszwami przechodniów wyludniającej się ulicy, a oni - Baekhyun oraz Chanyeol ruszyli w tę samą stronę. Po raz drugi zupełnie nieświadomie.
Pomiędzy chmurami aś siedziała mała istotka, niematerialna, możliwe, że połskująca na mrozie w świetle mlamp bijących od ziemi, gdyby tylko ktokolwiek mógł ją zobaczyć. Uzbrojona była w dwa czerwone sznureczki i po raz kolejny krzyżowała ich drogi.
Nie zamienili ze sobą słowa odkąd oboje przekroczyli próg kawairnii i choć minęło od tego momentu ponad dziesięć minut wypełninych spookojnym spacerem, nie czuli takiej potrzeby. Przynajmniej tak wydawało się Baekhyunowi, zatopionemu w mącących mu umysł myślach. Stracił rachubę czasu. Wracał myślami do dwóch godzin spędzonych z Chanyeolem w kawiarnii, podczas których przegadali wszstkie możliwe tematy; począwszy od książek poprzez filmy, kończąc na markach aut, które miały szansę wygrać w tegorocznych wiosennych rajdach organizowanych na przedmieściach Seulu przez grupę zapaleńców. Baekhyun nie znał się na autach, aż wstyd było przyznać, ale chętnie brał udział w tej dyskusji.
Chanyeol był osobą, z którą rozmowy były czystą przyjemnością i, jak sie przekonał jakiś czas później, rónież milczenie u jego boku było przyjemne.
A milczenie zaczęło się od jednego pytania, na dziwęk którego umysł Baekhyuna został zalany prezz ciemną, brodową zasłonę codzienności.
- Kim dla ciebie jest Jongdae? - oczy Chanyeola błyszczały w blasku świecy, które Kim Minhee zapaliła na każdym stoliku, gdy minęła godzina szesnasta trzydzieści. Zdawałoby sie, że dla Chnayeola owe pytanie było bardzo ważne i choć zadał je pozornie zwyczajnym tonem, zdradzało go spojrzenie; nie przesadznie ciekawskie, ale wystarczająco, by móc takie stwierdzenie wysunąć. Baekhyun wzruszył ramionami, nie siląc się na wspomnienie początków ich znajomości, które siegały nie tak dawnych czasów. Tak naprawdę nie miał ochoty myśleć o Jongdae, ktory z jego winy był gdzieś, gdzi enie powinno go być. Wyrzuty sumienie nie dawały mu spokoju.
W jego wyobraźni zagościł Jongdae ubrany w białą podoszulkę, poplaminą winem, jesienną kurtke i zwykłe trampki, które o tej porze z pewnością były przemoczone. Widzial go w takim samym stanie, w jakim przyjął go do domu dwa wieczory wcześniej i nie podobało mu się to.
- Współlokatorem - odpowiedział mu po chwili zawahania.
Wtem Jongdae, którego przegonił z wyobraźni pojawił się znów; tym razem siedział na pikowanej skórzanej kanapie wśród czerwieni migających lamp ze skąpo ubraną młodą kobietą, tańczącą na jego kolanach. I nawet widząc takiego Jongdae, który wodził wzrokiem po jej krągłościach, mógł przyrzec, że w jego myślach znajduje się nie ona, nie Baekhyun, każący mu zająć się swoim życiem, a Minseok.
Od tamtej pory jego chęć do rozmowy nawet z taką osobą jak Chanyeol gdzieś wyparowała. Szedł pośród zasp utworzonych przed pługi śnieżne na chodnikach, będąc świadom, że godzina staje się coraz późniejsza, a pomysłów jak odnaleźć Jongdae jest zbyt mało.
- Jest moim przyjacielem - odparł w końcu.
Chanyeol drgnął, a swój wzrok przeniósł na mniejszego. Z tej perspektywy widział tylko zarys czubka jego nosa i kilka kosmyków włosów tańczących na wieczornym wietrze, których nie zasłąniał płytko osadzony kaptur na jego głowie. Otworzył usta, by podjąć wątek, ale Baekhyun go uprzedził.
- Jest moim przyjacielem i muszę... - zaczął, a jego osoba zatrzymała sie wpół kroku. Chanyeol zrobił to samo, posyłając mu pytajace spjrzenie. - I muszę... - powtórzył, zsuwając kaptur z głowy. Wnet jego oczy spoczęły na oczach Chanyeola i ze spojrzenia obojgu można było wyczytać, że usłszeli to samo. Śmiech. Śmiech dobiegający z niedaleka.
Baekhyun obejrzał się i odetchnął z ulgą.
W świetle ulicznej lampy pośród tańczącego wokół śniegu szedł Jongdae. W dłoni trzymał butelkę, a na jego ustach malował się najszerszy z pijańskich uśmiechów. Choć jego ciało dygotało, a szmaciane trampki zdawały się być przemoczone do ostatniej nitki, szedł powolnym krokiem nigdzie się nie spiesząc. Problemy chodzą trójkami, powiadają, ale również same siebie znajdują.
Jongdae jakowym problemem był tylko podczas, gdy nie był w stanie ustać na nogach, a to wychodziło mu w tym momencie idealnie.
Baekhyun westchnął z ulgą. Jongdae zmierzył ich spojrzeniem, a po krótkiej analizie, gdy jego zamroczony alkoholem umysł rozpoznał znajome twarze, uśmiechnął się tak szeroko, że wokół jego oczu pojawiły się zmarszczki. Baekhyun naprawdę ucieszył się z tego widoku. Był gotowy podejsć do niego i wyściskać go jak matka ściskająca dziecko, któe zgubi się pomiędzy półkami w markecie, ale przypomniał sobie o swoich włąsnych słowach, które jeszcze tego późnego ranka wyopwiedzał w jego stronę i nagłą radość przpędziły wyrzuty sumienia i szczera troska.
- Co tam, doktorku? - usłyszał bełkotanie. Jongdae zachawiał się i uderzyłby o ziemię, gdyby nie mur, o który wsparł się zaczerwienioną z zimna dłonią. Baekhyun podszedł do niego, wcześniej wręczając w ręce Chanyeola swoją torbę i bez słowa podszdł do młodszego. Ułożył dłonie na jego zimnych policzkach i pokręcił głową.
- Cały czas byłeś na zewnątrz? - spytał, widząc jak rozbiegane spojrzenie Jongdae próbuje skupić się na jednym miejscu jego twarzy. Nie wychodziło mu to dobrze, jego wzrok raz po raz uciekał ponad ramię Baekhyuna, gdzie z pewnością był Chanyeol, nieporadnie trzymający torbę tak, jak chwilę wcześniej Baekhyun go zostawił. Jongdae pokręcił głową i przymknął oczy, gdy poczuł kciuk starszego delikatnie gładzący jego kość policzkową. Chwilę później ta sama dłń odebrałą mu butelke z alkoholem i cisnęła nią o mur, a potem rozpięła swoją kurtkę.
- Jak możesz tak pogwałcać zakaz zaśmiecania środowiska? - spytał oburzony, jąkając się na ostatnim słowie. Baekhyun zignorował jego słowa, mimo że gdzieś za nim roległ sięcichy śmiech Chanyeola.
- Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłem. - powiedział, nie mogąc powstrzymać wyrzutu w swoim głosie. Scena na środku ulicy, która zdawałaby się nie mieć żadnego sensu była zupełnie niepotrzebna, dlatego też żaden z nich do niej nie dążył. Baekhyun zdjął kurtkę, a w jego ciało uderzył powiew lodowatego wiatru. Zmierzwił mu włosy, naniósł drobinki śneigu na policzku i uciekł w dal. - Powiedziałem ci przed wczoraj, że od jutra koniec z piciem - dodał, zakładającą kurtkę na ramiona młodszego. Upewnił się, że przylega do jego ciała wystarczająco dokłądnie, by zapewnić mu ciepło w drodze do mieszkania i zapiął ją pod samą szyję. Jongdae zdawał się nie okazywać skruchy, ale Baekhyuna nie obchodziło to czy chłopak żałuje. Nie obchodziło go również ile wypił. Najważniejsze było dla niego to, że sie znalazł i za chwilę zostanie przez nieg samego zaprowadzony do domu.
Nie trudził się z włożeniem jego ramion w odpowiednie miejsca. Jongdae będzie się sprzeciwiał, a potem uzna, że traktuje sie go jak dziecko. To, że potrafił sie zachowywać jak dziecko, było tematem na inną rozmowę. Założył kaptur na jego głowę. Zasłonił chłopakowi pół twarzy, więc uniósł dłonie, by podwinąć puchową część.
W tym samym momencie poczuł delikatne szarpnięcie, a potem coś ciepłego, kontrastującego z nagłm chłodem otuliło jego ciało. Baekhyun zamrugał zdziwiony czując przyjemny ciężar na barkach. Zanim zorientował się co się stało, Chanyeol, który wcześniej nałożył na jego dygoczące ramiona swoją puchową kurtkę, objął ramieniem Jongdae i postawił pierwsze kroki w stronę ich bloku.
Kuchnia pogrążona była w ciszy, której nie przerywało nawet tykanie zegara. Baterie dawno wysiadły i nikt nie miał ochoty ich zmieniać. Wisząca nad stołem żarówka posyłała plamę bladego światła na cztery krzesła i niewielki blat z wielką doniczką oraz kwiatem o duszych płaskich liściach. Baekhyun trzymał dłonie na kubku, podczas gdy jego wzrok raz poraz spoczywał na białych drzwiach, za którymi niewiele wcześniej zniknął Chanyeol wraz z Jongdae z obietnicą przypilnowania, by zasnął, na ustach. Jego herbata wydawała się być zimna, choć z pewnością taka nie była. Skoro kubek Baekhyuna pozostawał ciepły, drugi również musiał taki być.
Myślał o tym co wydarzyło się tego dnia, a myśli te przypominały ciężkie kule u nogi, z którymi trzeba się zmierzyć by odczuć finalną wolność. Oczami wyobraźni wracał do chwili, w której Jongdae chwycił jego dłoń, idąc pod ramieniem Chanyeola i bez słowa sprzeciwu pozwolił się prowadzić w stronę bloku. Nie odrzucił jego dłoni, wręcz przeciwnie - splótł ich palce, czując jak jego serce staje się spokojniejsze, pozbawione tej nieznośnej nuty niepokoju, która pojawiała się za każdym razem, gdy Jongdae znikał na dłużej. Był spokojny i choć wiedział, że nie wytrwa w tym stanie wielu godzin, w tym momencie mu to wystarczyło. Przy dobrych wiatrach nawet uśnie tej nocy bez problemu, może nawet będzie spał dłużej niż zwykle.
Chanyeol bezszelestnie zamknął drzwi pokoju, a swoje kroki skierował w stronę stołu. Plama światła padająca na twarz Baekhyuna rysowała ostre cienie na jego skórze oraz na blacie. Wokół, po dłuższym zastanowieniu dało się wyczuć dziwną, naprawdę dziwną aurę.
- Co to? - apytał, gestem głowy wsazując na filiżankę. Baekhyun spojrzał na niego, gdy odsuwał białe krzesło. Nawet z daleka można było zobaczyć, że bladoczerwony napar w żadnm stopniu nie przypomina gęstej, brązowej kawy z jasną kremą, a ów charakterystyczny zapach nie unosi się w powietrzu pomiędzy nimi. Coś mu mówiło, że Chanyeol jedynie szuka pretekstu, by zacząć rozmowę. Najprawdopodobniej nie był fanem wspólnego milczenia albo uważał, że należały mu się wyjaśnienia. Owszem, należały. Ale nie teraz.
- Herbata. - odopowiedział po chwili. Jego dłonie nadal chłonęły ciepło kubka. - Pomyślałem, że kawa o tej godzinie nie będzie dobrym pomysłem.
Chanyeol uśmiechnął się.
- Masz rację. Jest dość późno jeśli chodzi o dawkę kofeiny. - przyznał, sięgając po kubek. Jego dłonie wydawały się być nadal zziębnięte, choć przebywali w mieszkaniu nie mniej niż pół godziny, ale Baekhyun nie zabierał w tej sprawie głosu, mimo iż przez kilka chwil wpatrywał się tylko w nie, zupełnie tracąc rachubę czasu. - Powinniśmy porozmawiać? - usłyszał. Uniósł spojrzenie na niego i potrząsnął głową.
- Nie dzisiaj. - odparł. Chłopak przytaknął. Zamoczył usta w herbacie, a gdy uznał, że ma odpowiednią temperaturę, wział duży łyk. - Dziękuję za kurtkę.
Co było prawdą to to, że Baekhun był naprawdę wdzięczny. Drugą prawdą był to, że Chanyeol znów okazał się być uparty bardziej niż przypuszczałby ktokolwiek. Kiedy przekroczyli pierwsze przejście dla pieszych, Baekhyun poczuł, że Chanyeol dygocze. I owszem, kiedy spojrzał na niego, w półmroku tworzonym przez lampy uliczne ujrzał jego czerwony nos oraz kostki, zbielałe od zaciskania palców na materiale kurtki, którą miał na sobie Jongdae. Jednak, gdy zaproponował mu zwrot jego, musiał przyznać, naprawdę ciepłej kurtki, odmówił, uzasadniając swoje zdanie stwierdzeniem, że Jest o wiele większą postacią niż on, więc wytworzy więcej ciepła niż Baekhyun dla samego siebie.
Nie spierał się, a kąciki jego ust od tego momentu wędrowały ku górze, gdy tylko przypominał sobie zawzietość w tonie jego głosu.
- Nie musisz mi dziękować. - usłyszał. Oczy Chanyeola skierowane były wprost na niego - Nie dałbym rady zaprowadzić pijanego Jongdae oraz zamarzniętego ciebie do miejsca, w którym byłem tylko raz.
Miał rację. Baekhyun uśmiechnął się delikatnie i odsunął krzesło, na którym siedział. Jego palce odrętiwały, gdy tylko pozbawił je przyjemnego ciepła ścianek kubka, ale nie był to dla niego duży problem. Zostawił Chanyeola w kuchni, ktory siedząc ze zmarszczonymi brwiami przyglądał się poczynaniom mniejszego, w miare jak ten wchodził do salonu, odwracając się w miejscu, by za nim nadążyć. Baekhyun przekroczył złotą granicę pomiędzy kuchnią na salonem i wszedł na ciemne panele. Rozejrzał się po pomieszczeniu, a kiedy jego wzrok padł na zwinięty koc, wciśnięty na siedzenie fotela, sięgął ku niemu i rozłożył. W taki sposób wrócił do kuchni, a koc, który wcześniej trzymał ułożył na ramionach Chanyeola.
- Niewiele to pomoże, jednak... Jednak mam nadzieje, że pomoże ci się rozgrzać. - powiedział, wzrokiem miesząc postać siedzącego Chanyeola. Kiedy finalnie upwenił się, że zawinięcie chłopaka materiałem jest wystaczające i w pełni go satysfakcjonuje, uśmiechnął się szeroko i wrócił na swoje miejsce.
Tego wieczoru Baekhyun czuł się dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz