środa, 19 lutego 2020

Downtown: #4 Smile on my face

Zegar wskazał godzinę szesnastą trzynaście, gdy Baekhyun po raz kolejny wybrał numer z leżącej przed nim żółtej karteczki. Dzień ten należał do dni, podczas których czas przelatuje przez palce, a człowiek mimo wszelkich starań nie potrafi go uchwycić i zatrzymać dla siebie. Baekhyun był zdania, że każdemu należy się choć kilka chwil podczas takich dni jak ten, gdy słońće przemyka niezauważone przez niebo, a wiatr zapomina o drzewach, których liście poruszył kilka chwil wcześniej.
  Dlatego też klka minut wcześniej Baekhyun postanowił ująć swój własny czas i wyjął z kieszeni kurtki żółtą karteczkę złożoną na trzy z pięknie napisanymi słowami oraz rzędem cyfr.
- Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygn- - powiedział mechaniczny kobiecy głos zanim chłopak ze zbyt dużą siłą wcisnął czerwoną słuchawkę. Pożerała go ciekawość, a pytania, która tańczyły wokół jego głowy  nie dawały mu spokoju. Nie dawały mu spokoju aż do momentu, w którym zegar wybił piętnaście po szesnastej, a wszystkie układanki, tak, zdałoby się, oczywistej układanki wskoczyły na swoje miejsce dając mu obraz wypełniony soczystymi kolorami, bez ani jednego znaku zapytania.
- Minseok - powiedział, a jego glos zawisł w udomowionej ciszy mieszkania.


Dzień osiemnasty grudnia, kiedy to czas biegł nieznośnie szybko skłaniał się ku wieczorowi, a słońce schowane za chmurami ustępowało nieba nadchodzącemu ksiezycowi oraz jego gwiazdom. Śnieg nie padał od dwóch dni, najwidoczniej uważając, że owalił dobrą robotę zasypując wczesniej chodniki ulice śniegiem tak ciężkim, że odśnieżarki pracowały całą noc, by stworzyć niewyobrażalne zaspy na chodnikach i umożliwić przejazd autom i autobusom z wiecznie spieszącymi się gdzieś ludźmi. Jongdae tego wieczoru oglądał świat z mniejszą niehęcią do zimy niż zwykle. Siedział przy oknie z dłonią wspartąna szybie niczym małe dziecko i obserwował osiadające na parapecie i zewnętrznej stronie płatki. Teraz jednak, dwa dni później, po śniegu nie było śladu, przynajmniej po tym padającym, bo ten, który zalegał na ziemi nadal było widać i nadal rozjaśniał wieczory.
On zaś z Chanyolem u boku kroczył powoli poprzez park pogrążony w ciszy. Mróz trzeszczał pod podeszwami butów, a obłoki ich oddechów wzbijały się ku czystemu niebu. Ten wieczór był w swej prostocie i zwykłości idealny. Jongdae nie czuł ciężaru, który spoczywał na jego ramionach przez ostatnie kilka tygodni, podczas których zmagał się z niewyobrażalnym bólem serca. Ów ból w tym momencie został przykryty uczuciem spokoju znajdującym się w delikatnym uśmiechu Chanyeola oraz jego czułm spojrzeniu.


- Um... Cześć, Minseok. - Baekhyun westchnął, opierając przedramię o futrynę balkonowych drzwi. Jego oczy wpatrzone były w malujące się pomarańcze i róże na horyzoncie zimowego nieba. - To ja, Baekhyun, na pewno mnie pamiętasz. Zostawiłem ostatnio twojemu... przyjacielowi kartkę. Dziękuję, że próbowałeś się ze mną skontaktować, bo dzieje się coś złego. Potrzebuję twojej pomocy. Jeżeli będziesz mógł się ze mną spotkać wyślij mi adres i godzinę. Dostosuję się.
Rozłączył się i westchnął po raz kolejny. Niebo ciemniało z każdą kolejną minutą, a barwy zachodu zamieniały się na jednolity granat i połyskujące nań gwiazdy. Noc zapowiadała się pięknie, mimo że była dopiero szesnasta.
Baekhyun oderwał wzrok od widoku rozpościerającego się z okna siódmego piętra i spojrzał na zegarek. Jego wskazówki drgały, z każdą sekundą poruszając się coraz dalej, boleśnie przypominając o nnieustępliwości czasu. Takich dni w roku było wiele, jednak dopiero teraz, pod koniec grudnia Baekhyun poczuł przytłaczającą samotność goszczącą w jego czterech ścianach i spokój towarzyszący mu na myśl, że Jongdae jest bezpieczny w towarzystwie Chanyeola aniżelu alkoholu i ludzi, którzy jedynie czyhali na jego potknięcie, a takich, jak przypuszczał, było wielu. Odwrócił się od okna i spojrzał na rzucany przez siebie cień, po czym ruszył w stronę kuchni i zapalił światło. Blady blask jednej żarówki skąpał sół, krzesła oraz najbliższe otoczenie. Baekhyun pomyślał o herbacie, pomyślał o kawię, a potem włączył ekspres.



- Nie wiedziałem, że lubisz kiermasze.
Stali na skrzyżowaniu dwóch niewielkich dróżek tworzonych przez stragany ustawione w równych rzędach. Zewsząd unosił się zapach drożdżowego ciasta wypiekanoego w wielkich gazowych piecach, serów i gorącej czekolady. Kolory lapek zmieniały się co kilka sekund dając najprawdziwszy pokaz kolorów, którym Jongdae przypatrywał się z największym zachwytem.
- Zawsze, gdy nadchodziły święta wybierałem się na nie z Baekhyunem, by kupić prezenty dla bliskich - wyjaśnił, podchodząc do najbliższego straganu z ręcznie plecionymi słomianymi ozdobami na choinkę. Wziął w dłonie niewielką gwiazdkę i spojrzał na chłopaka. Chanyeol przypatrwał mu się z conajmniej rozbawieniem, ale i czystym zaciekawieniem.   - Baekhyun co roku dostaje ode mnie ozdoby, które trzyma a swojej półce w pokoju. Zwykle są to słomiane zawieszki lub figurki z krohmalonej koronki, a  Jongin dostaje płyty z muzyką.
- Jongin? To ten współlokator, o którym wspominałeś? - Chanyeol zmarszczył brwi, biorąc w dłonie slomianego aniołka z paciorkowatymi oczami i brokatem na skraju  sukni. Aniołek uśmiechał się do niego nitkowymi czerwonymi ustami, a jego włosy stanowiły jedynie kilka splątanych ze sobą słomek. Jongdae pokiwał głową, a jego włosy zafalowały pod wpływem tego gestu.
- Jest naszym współlokatorem.  Często go nie ma, ponieważ jego grafik na to nie pozwala. - wyjaśnił, przebiegając wzrokiem po kolejnych wymyślnych ozdobach. Gwiazdki, aniołki, choinki i bombki posypane brokatem mieniły się w kolorowym blasku lampek ozbadiających kolejne stoisko.
- Grafik? - usłyszał głos Chanyeola oraz poczuł jego wzrok na swojej małej postaci. Po raz  kolejny kiwnął głową z dumnym uśmiechem.
- Jongin studiuje historię sztuki i uczy się w szkole tanecznej. Niemal o każdej porze roku wjeżdża na konkursy lub kursy kolejnych stylów. Jest naprawde ambitny. - powiedział, odkładając gwiazdkę na swoje miejsce.
- A Baekhyun? Co on studiuje? - spytał, uprzednio wręczając straganiarzowi kwotę odpowiednią dwóm aniołkom z koronki.  Jongdae ruszył  ku kolejnemu stoisku, z którego zapach wanilii wabił od samego początku ich małej wędrówki.
- Kryminologię. - odpowiedział, wsuwając dłonie w kieszenie kurtki. - Nie rozumiem tego, ponieważ on nawet tego nie lubi. Nie wyobrażam sobie Baekhyuna pracującego jako patolog sądowy. - przyznał, nie kryjąc lekkiego rozbawienia w głosie. - Kocham go i wierzę w niego, ale myślę, że jest stworzony do wyższych celów niż rozkrajanie trupów. - mówiąc to, spojrzał na Chanyeola, który w mgnieniu oka zniknął z pola jego widzenia. Mianowicie jego uwagę przykuło stoisko stojącego na przeciwko przyczepy z aromatycznymi smakołykami. Na jego blatach rozłożone były szmaciane lalki z wełnianymi blond lub rudymi włosami wystającymi spod świątecznej czapeczki. Każda z nich miała wyszyte piegi oraz guzikowate oczy i wymalowane czerwienią małe usta. Jedną z nich, wydawałoby się najmniejszą, lecz najdokładniej wykonaną trzymał w dłoniach, a jego palce delikatnie przebiegał przez wełniane blond kosmyki.
- Hej, przepraszam, jeśli przynudzam. - powiedział Jongdae, przystając obok niego. Chanyeol drgnął, uśmiech nagle zniknął z ust zastąpiony widocznym zmieszaniem, na któego widok Jongdae parsknął cichym śmiechem. - Nic się nie stało, jest naprawdę śliczna.
Chłopak pokiwał głową a jego palce niemal z czułością pogładziły wełniane kosmyki.
- Chcesz ją kupić? - zapytał Jongdae.
Chanyeol pokiwał głową w taki sposób jakby już dano podjął decyzję, a Jongdae pomyślał, że to naprawdę zabawne, by dorosły mężczyzna reagował iskierkami w oczach na widok szmacianej laleczki. Mimo to, poczuł również, że widok ten sprawia mu przyjemność, a przyjemne ciepło otacza jego serce i zamyka w swoich ramionach.
W tym momencie pomyślał, że mógłby naprawdę polubić Chanyeola.
I myśl ta nie opuszczała go nawet wtedy, gdy opuszczali kiermasz uzbrojeni w dwa drożdzowe ciasta o cynamonowym smaku i przyjemnym cieple, ponieważ tylko na gorąco smakowały odpowiednio dobrze, zwłaszcza w tak mroźne dni. Chanyeol szedł obok niego w zupełnej ciszy, która nawet przez moment nie okazywala się być niezręczna, zajadając parujące skrawki ciasta.I cisza ta trwałąby wieczność, gdyby nie Chanyeol.
- Wiesz w jaki sposób powstają? - spytał nagle gestem głowy wskazując na parujące zawiniątko. Jongdae potrząsnął głową, nie dlatego, że nie wiedział, choć taka była prawda, a po to, by pozbyć się myśli wędrujących mu po głowie.  Chanyeol widząc to uśmiechnął się  do tej pory najszerszym uśmiechem, a jego wzrok powędrował na opustoszałą uliczkę, którą mieli dojść do głównej drogi, a potem prosto pod blok. - Na początku musisz zmieszać wszystkie składniki. - powiedział poważnym, rzeczowym tonem powodując tym samym parsknięcie śmiechem Jongdae - Dlaczego się śmiejesz? - spytał zaskoczony - Składniki to ważna rzecz, bez tego nic nie powstanie. - dodał, lecz Jongdae ujrzał wędrujący po jego twarzy uśmiech. - Później, gdy ciasto zostaje wyrobione przez maszynę, musisz je wyjąć, wyporcjować kawałeczki o podobnej masie, uformować kulkę i zawinąć w woreczku.
- Dlaczego?
- Ponieważ nie wyschną, gdy będziesz czekał aż urosną. - wyjaśnił, urywając kolejny kawałek ciasta. Tym razem jednak podtykając go pod usta zaskoczonego tym czynem chłopaka. Jongdae spojrzał na jego twarz niepewnie, a gdy w odopwiedzi otrzymał jedynie zachęcające skinienie głową, ujął kawałek w palce i posłał drugiemu uśmiech. - Potem ciasto te wałkujesz w dłoniach, robiąc dość długi rulon i owijasz nim wałek. Następnie pozostawiasz to na kilkanaście minut w ciepłej temperaturze, by wyrosnęło.
- Wydajesz się znać na tego typu rzeczach...
- Na robieniu ciasta? - spojrzał na chłopaka z widocznym rozbawieniem w oczach. - Pracowałem w tym kiedyś, zanim przeniosłem się do biblioteki.
Jongdae kiwnął głową, a jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. Mały błysk w oku chłopaka spodobał mu się na tyle, by chciał zobaczyć go jeszcze raz. Dlatego też podjęty przez niego temat nie miał końca, a zaczęło się od zwykłego "Lubisz gotować?"
Chanyeol lubił gotować, owszem. Lubił gotować, piec, był niemal idealny pod tym względem, a przynajmniej on sam tak twierdził.
- Wiedza, którą przyswajasz, gdy poznajesz się z jedzeniem może być dla ciebie przydatna już zawsze - powiedział, kiedy przechodzili przez pustą ulicę. Lampy aut majaczyły na horyzoncie, ale były zbyt daleko, by ktokolwiek mógł ich obojga zauważyć. Jongdae słuchał go, a słuchanie tego, w jaki sposób Chanyeol mówił o swojej, jak się domyślał, pasji była dla niego nie lada przyjemnością, choć zwykle należał do rozgadanych osób aniżeli słuchaczy.
- Na przykład? - spytał, spoglądając na chodnik. Palce Chanyeola wystawały spod długich rękawów brązowego płaszcza, ściskajac dłoń laleczki. Gdyby tylko odrobinę przesunął swoją dłoń mógłby ująć drugą dłoń laleczki, ale czuł obawy. Nieuzasadnione obawy. Tak dawno nie trzymał nikogo za dłoń.
- Na przykład mogę się popisać wiedzą mówiącą o powstawaniu sera cammembert przed takim jednym fajnym chłopakiem - odpowiedział, a jego śmiech zadźwięczał w uszach chłopaka w przyjemny sposób. Chanyeol szturchnął go delikatnie łokciem w bok i Jongde po raz pierwszy od dawna poczuł jak mimo panującego zewsząd zimna robi mu się ciepło, a ciepło to pochodzi z wnętrza i wylewa się na jego uszy i policzki.

Noc minęła. Nastał poranek a wraz z nim przyszły nowe opady śniegu. Tej nocy Baekhyun nie spał, zasypiał na kilka chwil tylko po to, by budzić się przez szelest pościeli lub przejeżdżające  w dole auto. Tej nocy Baekhyun spędził czas rozmyślając, a napływające do jego umysłu obrazy skutecznie uniemożliwiały mu zatracenie się w sennej przyjemności. Z uciechą pomiędzy biciami serca, a oddechem powitał godzinę szóstą trzynaście oraz... nieodebrane połączenie. Nie wiedział w jaki sposób mógł ominąć dzwoniący telefon, przypuszczał, żę stało sie to w momencie, gdy zasypiał, a potem, zbyt zaaferowany kolejnym wspomnieniem, nie zwrócił uwagi na migającą  kontrolkę.
Baekhyun podniósł się na łokciu i odblokował komórkę mrużąc powieki, gdy blask wyświetlacza oślepił jego oczy zanim zdążył zmienić jasność ekranu. Zmrużył oczy, czując jak te pieką go ze zmęczenia. Obok ikonki nieodebranego połączenia widniała również kopera informująca o esemesie.
"Z tej storny Kim Junmyeon, "kolega" Minseoka, o którym mówiłeś we wczorajszej wiadomości. Obecnie przebywam w Japonii. Gdy wrócę spotkajmy się w MilkyWay Cafe, poniważ to jedno z miejsc, które dobrze znam. Zależy mi na dyskrecji."
Baekhyun ziewnął przeciągle, kładąc się na plecy z uczuciem zdziwienia gdzieś w kącie jego umysłu. Wystukał wiadomość, nawet nie łudząc się, że otrzyma szybką odpowiedź i odłożył komórkę na bok. Całe zmęczenie nagle uciekło gdzieś poza zimną powierzchnię oddzielająca go od wolności i świata pogrążonego w zaspach śniegu. Jeżeli Chanyeol nie będzie mógł  z jakiegoś powodu pomóc Jongdae, Baekhyun sam to zrobi. Czuł to, ponieważ nie był kimś, kto pozostawia swojego przyjaciela. Już nie.



Jongdae wszedł do mieszkania stawiając kroki tak cicho jak tylko jego stan mógł mu pozwolić. Mieszkanie skąpane było w mroku nocy i tylko lampa lawa - ostatnia zdobycz Baekhyuna na letnim bazarku - spowijała bladą zielkonkawą poświatą róg salonu. Jongdae czuł zawroty głowy i czuł się przegranym. Przegranym po raz kolejny. Uczucie te władało całym nim, przyćmiewało każdą z innych niż zdezorientowanie emocji.
A przecież tego dnia, jeszcze niedawno trzymał dłoń laleczki, a potem trzymał dłoń Chanyeola. Ta dłoń, choć zbyt duża by mógł ją pojąć wygodnie swoją, była tak ciepła, a jego uśmiech był tak szeroki, tak jak Jongdae czuł się przegrany teraz, po kilku shotach w pobliskim barze.
Coś, co nim sterowało krzyczało w jego umyśle, że nie powinien tego zrobić, że nie powinien tak łatwo odpuszczać, że powinien nadal pozostać głupim dzieciakiem ze złamanym sercem.
W tym momencie, gdzieś pomiędzy nieporadnym ściąganiem butów ze stóp, a zdjęciem rękawiczek z dłoni Jongdae po raz kolejny poczuł nienawiść i czuł ją nawet wtedy, gdy kilka godzin później Bakehyun pytał czy słyszał dziwny hałas nad ranem. Lecz tym razem nienawiść ta nie miała aż tak intensywnego koloru, pulsowała w nim beżem i bielą, czasami przyprawiając go o wyrzuty sumienia, a czasami podjudzając go do dalszej, głębszej nienawiści samego siebie.


- Twoja randka była nieudana? - głos Baekhyuna powędrował pomiędzy rozpostartymi gałązkami sztucznej choinki do stojacego za nią Jongdae. Było to jedno z przyjemniejszych popołudnii w całej zimie, podczas których ludzie zaszywali się w mieszkaniach przygotowując się do świąt. Kalendarz odliczał dni do tego konkretnego, a zegar godziny do pojawienia sie pierwszej gwiazdki.
- Nie - odparł, wyjmując z kartonowego pudła podłużną, szpiczastą bomkę z wymalowanymi nań fioletowymi wzorami. Baekhyun spojrzał na chłopaka wymownie i tylko to wystarczyło, by Jongdae opuścił dłoń i westchnął. Ich choinka była ubrana tylko w połowie - dwa kartony bombek i ozdób czekały na rozpakowanie, podczas gdy Baekhyun po prostu przyglądał się pracy jego wspólokatora, wiedząc, że jeśli będzie zajmował się adresowaniem kartek pocztowych oraz listów z życzeniami, ten będzie odczuwał frajdę przez dłuższy czas. Jongdae czasami był niczym dziecko, zwłaszcza w święta. Tym razem jednak na jego twarzy wymalowana była niepewność, a oczy, które poprzedniego dnia chwilę przed wyjściem na spacer zaczynały migotać migotaniem tak znajomym dla starego Jongdae, teraz znów patrzyły na niego przygaszone. Baekhyun poklepał miejsce obok siebie i odłożył pióro na szklany stolik.
- Nie wiem jak powinienem się czuć - przyznał Jongdae, siadając obok niego. Oparł plecy o kanapę, a jego palce nerwowo gładziły powieszchnie bombki.
- Chanyeol jest zbyt szybki?- spytał Baekhyun skupiając cał awoją uwagę na patrzącycm w przestrzeń chłopaku. Ten pokręcił głową.
- Trzymaliśmy się za ręce. Nic poza tym
- Więc w czym problem, Dae?
Zanim Jongdae odpowiedział minęło dokładnie półtorej minuty podczas której na jego twarzy rozpętała się istna bitwa emocji. Jego usta - raz zaścinięte, a raz rozchylone w gotowości, by wylać z siebie potok słów  - milczały, a oczy nadal wpatrzone w jede punkt przed nimi gościły zmarszczone kąciki i uniesone brwi, lecz tylko  na moment, by po dłuższej chwili Jongdae całkowcie się poddał.
- KIedy patrzyłem jak odchodzi dopadły mnie wyrzuty sumienia - wmamrotał, spuszczając wzrok na bombkę. Zacisnął usta, by po chwili spojrzeć na Baekhyuna. - To... Pomyślałem o tym jak poczułby się Minseok, gdyby wiedział, że jestem na randce z innym, że trzymam jego dłonie i patrzę na niego tak.. Tak jak na Minseoka - mówiąc to Baekhyun mógł poczuć jak bardzo wymęczone jest serce Jongdae. - Poszedłem do baru i...
I Baekhyun znał zakończnie tej historii. I tak jak szybko zrozumiał co chłoak ma na myśli tak szybko wyciągnął w jego stronę ramiona. Mimo wszystko, przypuszczał, zgadywał jak się czuję i mimo wszystko, zgadywał, że potrzebuje bliskości.
- W porządku, Dae - powiedział, objemując chłopaka - Wszystko w porządku.
- Jutro wyjadę. - odparł drugi, zamykając oczy, a jego głowa spoczęła na torsie Baekhyuna -  Rozmawiałem z rodzicami, pozwolą mi spędzić u siebie święta. Przepraszam, że cię zostawiam
Kąciki ust Baekhyuna drgnęły.
- Nie przepraszaj mnie za to, głupku - powiedział, czując jak jego serce powstrzymuje łzy. I tak oto, Baekhyun, który odporny był na senne koszmary i krzywdę nawiedzającą go co noc został zgładzony przez cztery słowa - Powinieneś odpocząć, a święta z rodziną dadzą ci duzo energii. - powiedział, a jego palce przebiegły pomiędzy kosmykami włosów młodszego. - Nie przepraszaj mnie
Jongdae uśmiechnął się, choć Baekhyun nie mógł tego ujrzeć i wydawałoby się, że jego ramiona stały się lżejsze o jedno zmartwienie.
Wszystko będzie dobrze.


Pierwszego dnia świąt, czyli niecały tydzień po ostatnim telefonie do domniemanego Minseoka, Baekhyun odnalazł się w pustym mieszkaniu otoczony ciszą i względnym, zdawałoby się, złudnym spokojem. Jak podczas burzy, kiedy od kolejnego wyładowania pozostał jedynie urywek sekundy, a świat zamiera, by po chwili ożyć z podwójną mocą. Tym razem jednak nie było światła, nie było błysku, a chmury za oknem, owszem - ciemne, grube i ciężkie - były chmurami śniegowymi, z których lada chwila miał zacząć padać śnieg.
Pierwszego dnia świąt Baekhyun ujął kubek z kawą i usiadł na parapecie. Zamknął oczy, czując przyjemnie kontrastujący z jego skórą chłód szyby. Tego dnia, gdy mijała trzecia doba nieobecności Jongdae, Baekhyun czuł jak cisza ciąży mu na barkach. W ciszy tej nie potrafił zebrać myśli ani skupić się na czytanych notatkach, była niczym kula u nogi uciekiniera. Dlatego też oglądał świat skąpany w mroku zimnowego wieczora upstrzonego słabym światłem ulicznych lamp odliczając kolejne dni do porotu przyjaciela. Jednego, a później drugiego, bowiem, kiedy obudziło go poranne połączenie przychodzące, miał ochotę roztrzaskać komórkę o ścianę. Szybko zrezygnował z tego pomysłu, gdy ujrzał na wyświetlaczu imię Jongina jego usta rozciągneły się w najszerszym tego dnia uśmiechu.
"Wracam w styczniu"
Słowa te były niczym zwiastowanie idealnego tygodnia, zwłaszcza, że z kalendarza machał do niego poniedziałek.
Dlatego też Baekhyun czekał.
Baekhyun czekał całe życie.


I czekałby również tego wieczou, gdyby nie pukanie wyrwyające jego śpiącą nad notatkami postać. Baekhyun uniósł głowę






Kiedy Baekhun widział uśmiech Jongdae, czuł się szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy. Kiedy wcześniej zamiast pustego mieszkania po zajęciach odnajdował w nim chłopaka zawiniętego w koc, oglądającego kreskówki w telewizorze, czuł się jak w domu. A kiedy dołączał do nich Jongin - trzeci lokator mieszkania, którze dzielili, czuł się jak w szczęśliwej rodzinie, mimo iż każdy z nich miał swoje probemy. Jasne, każdy człowiek ma problemy, większe, mniejsze, mniej istotne, bardziej istotne. A teraz, kiedy, wydawałoby się, jeden z nich, jeden z owych problemów zdawał się machać na pożegnanie, a Chanyeol spędzał u nich coraz więcej czasu, Baekhyun mógł poczuć się niczym prawdziwy człowiek. Spokój na jego duszy nadal pozostawał zmącony, ale widok uśmiechu Jongdae, gdy siedział przytulony do Chanyeola sprawiał, że ta wzburzona tafla nagle się uspokajała i choć nie trwało to długo, Baekhun się cieszył.
Jongdae był dla niego niczym młodszy brat.
A szczęście brata było dla niego najważniejsze.
















Baekhyun wszedł do łazienki, a jej wnętrze zalały przyjemny dla oka blask kinkietów przczepionych do łączeń ścian z sufitem. Spojrzał w lustro i wzdrygnął się, gdy chłopak po drugiej stronie łypnął na niego wzrokiem podkrążonych oczu i zmęczonej twarzy. Nie patrząc na niego zdjął z siebie koszulkę i rzucił ją na pralkę. Ten sam llos spotkał jego jeansowe spodnie i bieliznę. Marzył o ciepłym prysznicu i wieczorze spędzonym na parapecie z kubkiem herbaty w dłoni, jak często mu się zdarzało, kiedy to nie próbował pobudzić ostatniej śpiacej komóki do przyswojenia wiedzy.
Prysznic był dla niego czymś w rodzaju ukojenia, dotykiem czarodziejskiej różdżki, która odejmowała z jego ramion cały ciężar dnia, cały ciężar zmartwień i odciążała jego umysł, zwykle zmęczony umysł, od myśli i uczuć. Wchodząc do oszklonej kabiny zamykał się we własnym świecie, pozbawionym wszystkiego co istotne. Był tylko on i on sam na przeciwko siebie, nawet kiedy będąc nagim jego ciało pozostawało wystawione na oddziaływanie z zewnątrz, nie przejmował się tym, w końcu był sam, był on i tylko on. On i chłopak po drugiej stronie lustra, który odwrócił się do niego plecami, gdy ten zwrócił się w stronę kabiny. Żaden z nich nie obejrzał sie przez ramię. Żaden z nich nie chciał obejrzeć isę przez ramię, doskonale wiedząc, że widok pomarszczonej, nieznacznie bardziej zaróżowionej skóry mającej swój początej na ramieniu, biegnącej wzdłuż łopatki


















Jongdae wszedł do mieszkania w momencie, gdy Baekhyun wyłączał światło w kuchni. Słysząc nagły ruch w przedpokoju ponownie je zapalalił, a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech, gdy widząc wchodzącą do środka dwójkę zauważył również szeroki uśmiech Jongdae. Zegar wybijał właśnie dziesięć po dwudziestej, a okna salonu wychodzące na północ ugościły pierwsze płatki padającego śniegu. Radio znów się myliło, ale nie było to niczym niespodziewanym. Ich progznozy często bywały złudne i błędne.
Baekhyun przechylił głowę i wykonał nią delikatny gest.
- Jak było na randce? - spytał bez ogródek.
Jongdae zaśmiał się nerwowwo, chowając swoją twarz za ściąganą właśnie kurtką korzystając ze sposobności, by odwiesić ją na wieszak i jednocześnie nie zostać przyłapanym przez czujne oczy Baekhyuna.  Chanyeol zaś zaśmiał się cicho i zmierzwił włosy Jongdae w delikatnym geście.
- Dobrze. Jongdae sprzedał mi kilka informacji o was, więc mogę się czuć niczym wasz przyjaciel - powiedział, a Baekhyun uśmiechnął się szeroko. Odchrząknął cicho, zasłaniając jenocześnie usta i pokiwał głową. Posiadanie samozwańczego przyjaciela było w porządku, póki sam przyjaciel był  w porządku. Chanyeol lubił kawę, książki no i Jongdae, dlatego też Baekhyun, mimo dziwnego przeczucia, nie miał zamiaru się o to kłocić.
- Mam nadzieję, że nie powiedział ci nic niestosownego o mnie lub Jonginie - Baekhyun poruszył się nieznacznie, dyskrenym gestem ramion próbując zdjąć z nich nieznane uczucie.  W odpowiedzi dostał kolejny krótki śmiech.
- Możesz być spokojny, nie wiem jaki kolor bielizny masz na sobie.
Tym razem Baekhyun musiał odwrócić wzrok, jednak nie z powodu uczucia zakłopotania czy zażenowiania. Sposób w jaki Chanyeol wypowiedział te słowa sprawił, że ten miał ochotę parsknąć śmiechem
- Nie będzie ci przeszkadzać, jeśli Chanyeol zostanie na herbacie? - Jongdae wyjrzał zza .









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Downtown #1 bad dream

CHAPTER ONE: BAD DREAM Niebo usłane było gwiazdami, a nocna cisza wypełniała szczelnie małe pomieszczenie mieszczące się na szczycie niew...