środa, 19 lutego 2020
Downtown: #3 Sign
Jongdae pozowlił sie ubrać, osuszyć oraz wykazał chęć pójścia do łóżka, ale tylko pod warunkiem, zaznaczył, że Chanyeol pójdzie wraz z nim. Dlatego też kilkanaście niedługich minut późnej Baekhun siedział w kuchni wpatrując się w drzwi pokoju z uczuciem kiełkującym w głębi niego. Uczucie te, niby nieznane, wydawało się być niczym przyjaciel z dzieciństwa odwiedzający nasze progi po latach wypełnionych historiami, którymi mieli podzielić się przy piwie oraz solonych orzeszkach. Pozostawało znajome, jednak inne, jakby zupełnie obce, będąc jednocześnie czymś za czym Baekhyun tęsknił. Lub nie tęsknił. Za wcześnie na takie osądy, stwierdził, gdy drzwi zaskrzypiały. Odłożył to zmartwienie na bok, skupiając się na połyskujących w świetle lampy okularach Chanyeola.
Kilka godzin później leżał w łóżku okryty przyjemnym ciepłem kołdry i opadającymi powiekami. Zjawisko senności przyszło do niego po raz pierwszy od bardzo dawna, zuepłnie jakby na ten wieczór pozbył się łańcuchów, ktore ową senność trzymały z dala od niego. Śnieg prószył za oknem, nanoszonym nań przez północny wiatr, a w oddali unosił się dźwięk dzwoneczków poprzywieszanych do okiennic. Ale te dźwięki go nie dotyczyły. Nie dotyczyło go również nieprzyjemne szemranie w sercu, które odepchnął "na później" Noc za oknem, w przeciwieńśtwie do pogrążonego w ciszy pokoju była zimna. Szrok począł malować kolejne wzory na szybie, popisując się swoją zwinnością godną najprawdziwszego malarza. Baekhyun zasnął, gdy zegar wybił pierwszą piętnaście. W końcu poczuł się spokojny.
***
Święta Bożego Narodzenia zbliżały się wielkimi krokami. Ozdoby świąteczne wołały do niego wszystkich stron; upstrzone w kolorowe migające lampki, rozdzwonione dzwoneczki dało się słyszeć w każdym zakamarku miasta, nawet w poczekalniach u lekarzy, gdzie zwylkle panowała grobowa cisza. Zewsząd również dało się wyczuć napiętą atmosferę, podsycaną frustracją i zniecierpliwieniem. Matki obładowane zakupami nawołaywały za dziećmi, ślizgajaćymi się po oblododznych chodnikach i zamarzniętych kałużach, które uważały to za naprawdę świetną zabawę. Co rusz słuchać było, poczynając od czułych: "Minnie, skarbie, chodź do mamy, bo upadniesz i się poobijasz", poprzez zwyczajne: "Minmin, wracaj, bo zły pan przyjdzie i cię zabierze" aż do stanowczych: "Lee Minwoo, jeżeli w tej chwili nie podniesiesz swojej maskotki, pojdę sobie do domu bez ciebie!". Gdzie byli ich ojcowie? Prawdopodobnie dorabiali nadgodziny, by te niewdzięczne kreatury miały o jedną zabawkę pod choinką więcej.
- Niedorzeczne. - mruknął Baekhyun, obserwując rozgywającą się przed nim scenę. Mróz szczypał w policzki i malował nosy na różowo. Osiadał na nitkach szalików oraz czapek bezceremonioalnie niczym dawno zaproszony gość. Baekhyun wsunął dłonie do kieszeni, odwracając wzrok od niewysokiej kobiety ubranej w kremowy płaszcz i opatulonego we wszystko co możliwe zawiniątka kręcącego się pod jej nogami. "Hayi, bądź grzeczna, mama próbuje wybrać ozdoby na choinkę", powtarzała jej, po czym wzdychała ze zrezygnowaniem, gdy dziewczynka zrzuciła kolejne świecidełka i słomiane aniołki leżące na niższej półeczce straganu. Baekhyuna w końcu przestała bawić mina straganiarza, który łypał złowrogo na dzieco przy każdym jego gwałtowniejszym ruchu oraz okrzyku; "Mamo, zobacz jakie piękne!", a czerwień na jego twarzy zdawała się mieć swoje źródło z irytacji aniżeli mrozu.
Baekhyun spojrzał na snop ciepłego świała wylewający się przez szklane drzwi kawiarnii, niemal przyjemnie kojąco otulające trzeszczący pod podeszwami śnieg. Ostatnimiczasy nie miał czasu, by zajrzeć do pani Minhee oraz jej niezdrarnego pracownika, rezerwując go dla doglądania przeziębionego Jongdae. Teraz jednak, gdy Jongdae zadeklarował samodzielność w zrobieniu herbaty, Baekhyun opóścił mieszkanie, a jego kroki powiodły go same pod drzwi MilkyWayCafe. Dopiero teraz, patrząc przez cienką granicę izolującą go od znajomych aromatów gorącej czekolady oraz ciepła trzaskającego kominka, dotarło do niego, że przy odrobinie szczęścia ponownie spotka Chanyeola. Wnet przypomniał sobie o niepokojącym uczuciu, które ogarnęło go, gdy ten, ubrany w kolorowy sweter w paski, mając na głowie burzę loków, a na nosie połyskujące okulary, opuścił pokój Jongdae. Nie pamiętał, że się tym przejmował. Wydawałoby się, że problem ten zniknął gdzieś sam w sobie.
Westchnąwszy, pchnął drzwi lokalu.
Ciepło momentalnie otuliło jego zmarznięte policzki, a zapach świeżo zaparzonej kawy oraz czekolady połechtał jego nos. Uśmiechnął się, pozostawiając za sobą cieżkie śniegowe chmury załaniające wieczorne niebo. Ciężar z jego barków, który nie był noszonymi przezeń notatkami, zniknął. W świecie MilkyWay wszystko pozostało bez zmian. Kolorowa kotara nadal upstrzona była biało-bordowymi plamkami, z sufitu zwieszały się listki jemioły, a kubki nadal prezentowały dumnie sweterki z wizerunkami bałwanków, elfów oraz reniferów. Baekhyun podszedł do lady. Ciasta prezentowały się świeżo, a strój elfa, widniejący na stojącym za ladą mężczyźnie swoiście zabawnie. Jednak właśnie ten element zniszczył całą wizję bezpiecznego świata, do którego Baekhyun powracał. Za ladą nie stała dobrze mu znana Kim Minhee z upiętymi w luźnego koka siwiejącymi włosami, lecz młody nastolatek, a delikatnych rysach twarzy i czarnych jak paciorki oczach. Wyglądał dokłanie tak samo co winowajca incydentu sprzed kilku dni, w którym ucierpiał cały zestaw wyczekiwanych salaterek. Chłopak uśmiechnął się do Baekhyuna i uniósł dłoń w powitalnym geście.
- Awansowałeś? - spytał, zajmując swoje stałe miejsce na trzecim wysokim przesełku od prawej. Chłopak zaśmiał się, zwijając kraciastą szmatkę, którą wcześniej polerował pucharki do lodowych deserów. Przerzucił ją przez ramię i wsparł się na niższej części baru po swojej stronie.
- Owszem. - odparł
- Ominęła mnie kolejna tragedia czy już się pilnujesz?
Luhan parsknął z rozbawieniem, wracając do poprzedniej pozycji. Baekhyun widział jak porusza rękami, jednak nie dane mu było ujrzeć co ten robi. Przeszkadzała mu w tym wysoka dekoracja, postanwiona raczej umyślnie aniżeli przypadkowo, by ciekawscy klienci nie patrzyli na ręce, kiedy pani Minhee lub ten oto chłopiec popisywał się w swoich umiejętnościach malowania mlekiem. - Ominęło cię wiele rzeczy, ale tym razem nic nie stłukłem. Na przykład pytał o ciebie pewien mężczyzna. Niemal codziennie przychodził, chcąc sprawdzić czy cię nie widziałem. - przerwał, wysuwając koniuszek języka w skupieniu nad tym co tworzył. Baekhyun uniósł brwi, czując jak pewnego rodzaju uczucie uśpione przez niemal tydzień budzi się w nim do życia. Nie przyjął tego z uśmiechem.
- Czy to ten sam chłopak, który siedział ze mną, kiedy ty niemal wyleciałeś z pracy? - spytał retorycznie, bóg wie czemu, chcąc pociągnąć temat. Chłopak, który jakiś czas później przedstawił się jako Luhan, podniósł głowe. Jego czarne oczy zlustrowały Baekhyuna oceniającym spojrzeniem.
- Nie. - powiedział, sięgając po wykałaczkę.
- Nie?
- Nie. Co prawda, nosił okulary, jednakże był niski, o wiele niższy niż twój przyjaciel. No i miał proste włosy - wyjaśnił. Baekhyun zaś zmarszczył brwi. Nie należał do szczególnie populanych ludzi, więc fakt, że pośród tysięcy mieszkańców ktoś szukał właśnie jego wydał mu się conajmniej zaskakujący.
- Zostawił może jakąś wiadomość? - spytał z nadzieją, a Luhan nagle wyprostował się niczym struna. Jego oczy otworzyły się szeroko, po czym migiem zniknął za kotarą. Wrócił jeszcze szybciej niż Baekhyun zdążył zarejestrować jego nieobecność, tym razem w wolnej jego dłoni powiewała niedużej wielkości żółta karteczka, zupełnie identyczna do tej, na której pani Minhee zapisała adres Minseoka. Baekhyun obstawiał, że obie należały do tego samego bloczku. Kiedy karteczka zajęła miejsce na drewnianym błyszczącym blacie Baekhyun ujął ją w palce i z uwagą godną njawyższej rangi policjanta oglądnął ją z każdej strony. Słowa wypisane na karteczce były niemal kaligrafią. Wydawałoby się, że ów notatkę napisał wysoce postawiony biznesmen, który pragnie skontaktować isę z Baekhyunem w celu uzgodnienia spłaty państwowego długu, a jego podpis zawsze musiał wyróżniać się pośród bazgrołów innych, jednocześnie pozostając oryginalnym oraz niepowtarzalnym. Sęk w tym, że poza kilkoma wyrazami i rzędem cyfr, na karteczce nie było nic.
- "Musimy porozmawiać." - przeczytał, a nasepnie spojrzał na zacekawionego chłopaka, z widoczną niechęcią pucującego kolejną szklankę do latte. W miedzyczasie jego malunek odebrała pewna niska kobieta - Przedstawił się? - spytał, gdy odeszła. Luhan odwrócił się, by sięgnąć po nagle pojawiającą się filiżankę z cappuccino i sięgnął po kakaową posypkę.
Luhan pokręcił głową.
- Nie, ostatniego dnia, poprosił o przekazanie wiadomości i dziś się nie pojawił - odpowiedział.. Jego oczy zaś powędrowały w stronę otwierających się drzwi kawiarnii jeszcze wcześniej niż dzwoneczki zdążyły powinformować wszystkuch wokół o nowym gościu. Luhan wydwał się być wprawiony na swój sposób z mechanizmem ludzkim wobec małej kawiarenki na rogu budynku. Odstawił szklankę, a filiżankę z pięknie wymalowanym sercem ustawił na wyższym blacie, wabiąc gościa swoim zapachem oraz czekając jedynie na odebranie.
- Jak zwykle punktualnie. - powiedział, spoglądając na zegarek na prosty zegarek na nadgarstku, zanim Baekhyun obrócił się, by ujrzeć szeroki uśmiech i oprawdę okularów połyskujących w świetle kolorowych lampek.
- Jak się ma Jongdae? - spytał Chanyeol, gdy kilka minut później zajęli stolik najbardziej wysunięty wstronę kominka, ozdobionego światecznymi skarpetami oraz grinlandami z kolorowego, połyskującego papieru. Na jego środku stała zapalona świeczka, która swój płomień odbijała w oprawkach oraz szkłach okularów Chanyeola. Baekyun raz po raz spoglądał na odbicie, jednak nie na długo, nie chcąc zostać przyłapanym na przypatrywaniu się, podczas gy kilka minut wcześniej obiecywał ignorować Chanyeola na rzecz nauki. Tym razem, na dźwięk pytania znieruchomiał. Róg trzymany przez niego kartki zawalował od oddechu, a wzrok powędrował na chłopaka, który trzymając w dłoniach filiżankę z wymalowanym, mlecznym sercem, bezceremonialnie wpatrywał się w niego.
- Cóż... Jongdae czuje się lepiej. - powiedział, odkładając kartkę na stolik. Na widok filiżanki Chanyeola nagle przypomniał sobie o swojej kawie. - Dwa dni później zbiliśmy gorączkę i nie pije od jakiegoś czasu. Lekarz zabronił mu mieszać antybiotyki z alkoholem, a ja usilnie staram się tego przestrzegać i karmić go najlepiej jak potrafię. - wyjaśnił spokojnym tonem głosu, który zawisł pomiędzy nimi, podczas gdy jego palce dotknęły sweterka, który przywdziewał zwykle bladoszary kubek. Chanyeol pokiwał głową, a ulga jego widoczna była nawet w delikatnym weschnieniu jakie wypuścił z ust.
- W porządku. Cieszę się, że nie skończyło się to szpitalem, a jedynie infekcją gardła - przyznał, ubierając na usta jeden ze swoich czułych uśmiechów. W głowie Baekhyuna nagle zapaliła się lampka w kolorze czerwieni tej samej, jaką widział, gdy siedzący przed nim chłopak wychodził z pokoju jego przyjaciela. Po raz kolejny jednak, nie chcąc dawać satysfakcji dziwnemu uczuciu, które opanowywało jego ciało, zignorował ją.
- A ty jak się masz? - słowa te wypadły z jego ust szybciej niż zdążył nad nimi pomyśleć. - Nie widzieliśmy się tydzień. - dodał po chwili, nie wiedząc czemu to robi. Wprawdzie cały tydzień przesiedział nad notatkami i kolejne dwa dni również miał zamiar tak spędzić, ten wieczór zaś miał był delikatną odskocznią od codzienności i znów, tak jak poprzednio, na jego drodze pojawił się wysoki czarnooki mężczyzna ze swoimi połyskującymi oprawkami i kręconymi włosami
Gdzieś pośród wirujących płatków śniegu, który począł padać właśnie w tym momencie piruet wykonał Los, a tuż po nim, w jego ramiona wpadło Poruszenie i razem odtańczli końcówkę klasycznego tańca.
Chanyeol wzruszył ramionami, upiwszy łyk kawy i odstawił filiżankę na stolik. Po chwili podparł głowę na dłoniach, swój wzrok lokując w Baekhyunie, który nadal, starał się przyglądać płomienowi świec, upewniając się, że nie jest to jedynie jego odbicie.
- Muszę przyznać, że spodziewałem się większej frekwencji młodzieży przed przerwą świąteczną w bibliotece - powiedział, a w jego głosie zabrzmiało zrezygnowanie - Ostatnie kilka dni spędziłem na spisywaniu starych książek, których językiem mało kto się posługuje, na straty oraz pozbywaniu się z nich pieczątek. - zaśmiał się cicho, choć tak naprawdę Baekhyun usłyszał jedynie pomruk - Do teraz kiedy zamykam oczy widzę rząd pięciu cyfr oraz czerwony okrąg z nazwą biblioteki.
Baekhyun zaśmiał się cicho, nie mogą się powstrzymać, gdy Chanyeol po prostu wysunął wargę i spojrzał smutno na swoją kawę, po raz pierwszy tego wieczoru odrywając wzrok od niego na dłużej niż pół minuty.
- Myślałeś, że w dobie komputerów sztuka czytania nie zanikła?
Chanyeol pokiwał głową, wzdychając po raz kolejny. Dopiero wtedy Baekhyun zrozumiał, że zachowanie chłopaka jest celowe. Może i Chanyeol potrafił emanować aurą tajemniczości i ciepła, ale zdecydowanie nie był dobrym aktorem. Gdy tylko usłyszał śmiech Baekhyuna, jego wzrok ponownie powędrował na niego, a na us tach pojawił się chaarakterystyczny już szeroki uśmiech.
- Myślałem, że ludzie cenią sobie książki, ale widząc jak rzadko drzwi dla gości wydają to przeraźliwe skrzypnięcie, straciłem nadzieję.
- Odwiedzę twoją bibliotekę, jeśli czas mi na to pozwoli. - powiedział Baekhyun, przysłuchując się własnym słowom ze zdziwieniem. Jeszcze większym dla niego zdziwieniem było przekonanie, że naprawdę ma zamiar to zrobić i zrobi to, kiedy tylko znajdzie wystarczającą ilość czasu. Miał zamiar przechadzać się pomiędzy regałami zakurzonych książek i ksiąg, poszukując tylko sobie wiaodome tytuły tylko tylko dlatego, że sam chciał. Lub coś w jego wnętrzu chciało.
Przed jego oczami płomień świecy zadrzał pod wpływem nagłego podmuchu wiatru, który wpadł do pomieszczenia przez drzwi jako towarzysz pewnej niewysokiej kobiety w bordowym berecie, trzymającej swojego syna pod ramię. Trwao to niemal ułąmek sekundy, podczas któej Baekhyun ugodzony został pewnego rodzaju uczuciem, o którym, wydawało mu się, że dawno temu zapomniał. Drzwi się zamknęły, a płomień uspokoił. Jednak spokój owy był względny, fizycznie zniknął, rozpłynął się tak szybko jak wiatr podrygujący z płomieniem. Baekhyun miał wrażenie że owe drżenie w jakiś magiczny sposób przeniosło się z małego ognika na jego dłonie, a potem płynąc żyłami dostało sie do całego jego wnętrza i osiedliło w umyśle.
Coś byo nie tak.
Chanyeol zaś zdawał się nie zauważać nagłego poruszenia, jakie wymalowały rysy chłopaka i równie nagłego drżenia rąk. Jego wzrok nadal tkwiony był w czymś ponad ramieniemm Baekhuna, czymś co stało się naprawdę ciekawę, tak ciekawe, że zdolny był rozproszyć się na te ważne kilka chwil, podczas któych stało się coś, co mogło zaważyć na całej najbliższej nocy.
A jednak nie zaważyło. Dziwne uczucie okazało się być chwilowe i nie wróciło nawet wtedy, gdy obaj siedzieli w ciepłym wnętrzu auta Chanyeola z podświetlaną płytą rozdzielczą oraz cichą muzyką w tle. Baekhyun nie znał piosenki, a nazwisko wykonawcy była dla niego zupełnie obce, jednak wydawała sie być idealna do spędzenia kilku długich minut we wnętrzu auta nocną porą. Wpatrywał się w migający obok nich świat pokryty śniegiem wsłuchując się w słowa piosenki. Tego ranka radio stanowe przewidywało mocne wieczorne opady, w rezultacie których świat miało przykryć dziesięć centymetrów puchu w ciągu niecałej półtorej godziny, a Baekhyun po prostu zgodził się, by Chanyeol podrzucił go do domu, mimo że ten znajdował się niecałe trzy przecznice dalej. Wtedy jednak, gdy refren piosenki przeszedł w wolny, niemal emocjonalny rap, a wzrok Chanyeola spoczął na niedługi moment na jego osobie, poczuł dziwny spokój. Trzy przecznice zamieniło się w czternaście. Ku ich pechowi, oraz ku radości siedzącego na dachu auta Losu, korki miały niemal kilometry długości, do tego kolizje widoczne były na niemal każdej ulicy.
A śnieg sypał coraz bardziej.
- Myślę, że powinniśmy zatrzymać się tutaj i poczekać aż korek stanie się krótszy - powiedział w pewnej chwili Chanyeol, wyrywając tymsamym Baekhyuna z nostalgii. Chłopak uniósł wzrok na ulicę przed nimi. Światła migały na czerwono, a wokół widać było współgrające z nimi niebieskie błyski. - Policja dowodzi ruchem. - dodał po chwili, zauważywszy sposób w jaki Baekhyun zadzierał głowę, chcąc ujrzeć coś poza zaśnieżonymi dachai aut i ich oślepiającymi świałami i uśmiechnął się delikatnie.
- Gdzie jesteśmy? - spytał Baekhyun, wyjmując z kieszeni komórkę. Blask wyświetlacza oślepił go na krótki moment, niemal sprawiając, że później przez paredługich sekund widział gwiazdki mieniące się pośród ciemności. Zegarek wskazywał kilka minut po osiemnastej. - Napiszę do Jongdae, że się spóźnię.
- Skrzyżowanie Gangnam z Gonggu- odpowiedział spokojnie Chanyeol, podgłaśniając muzykę z trzech kresek na cztery w przedziale do dziesięciu. - Baekhyunah? - spytał, kiedy Baekhyun z powrotem chował do kieszeni komórkę. - Kim jest Minnie?
Baekhyun spojrzał na niego, a w jego głowie, na widok zatroskanej twarzy Chanyeola pojawiło się jedno pytanie: Jak wiele pijany Jongdae powiedział mu kilka nocy wcześniej.?
Kiedy Baekhyun skończył swoją opowieść, zawierającą, owszem mało szczegółów, jednak przedsawiającą ogólny tragizm i beznadziejność sytuacji, Chanyeol sprawnie wyminął dwa ostatnie auta i ruszył wolną drogą w stronę bloku, w którym mieszkał jego pasażer. Jego twarz, teraz ukryta w mroku nocy rysowała jedynie ostre cienie rzucane przez światło kontrolek. Trwali w ciszy przez kilka kolejnych minut, a cisza ta została przerwana dopiero, gdy przed oczami Baekhyuna pojawił się dobrze znany mu budynek. Okna, które wychodziły z salonu, płonęły słabym blaskiem lampy wiszącej nad stołem w kuchni. Jongdae na niego czekał, był tego pewny.
Baekhyun odpiął pas i wychylił się po swoją torbę. Przed uchwyceniem jej powstrzymała go dłoń Chanyeola. Mimo wszystko pierwszy odezwał się Baekhyun.
- Nie chciałbym żeby ta rozmowa wpłynęła na waszą znajomość - powiedział, lokując swoje spojrzenie w wyłaniającej się z cienia twarzy Chnayeola. Jego oprawki nadal połyskiwały, ale oprócz nich błyszało coś jeszcze. Jego oczy wydawały się płonąć żywymi ognikami, kiedy tak po prostu trzymał dłoń na jego przedramieniu. - Nie pozwól myśleć sobie, że homoseksualiści zakochują sie w każej osobie tej samej płci, to nie jest zawód, tylko uczucie, to nie... -przerwał, ujrzawszy rozbawienie na twarzy druiego.
- Nie martw się o to. - odpowiedział - To tylko uczucie. Wiem o tym.
***
Przekroczył próg mieszkania z ramionami o wiele lżejszymi niż miał je wychodząc dzisiajszego popołudnia, zostawiwszy Jongdae samego sobie. Rozmowa z Chanyeolem wydała isę mu być pewnego rodzaju usprawiedliwieniem, zadośćuczynieniem za słowa, które rzucił ponad tydzień wcześniej w stronę swojego jedynego, można rzecz, przyjaciela. Poczucie winy, które nosił w sercu ze względu na chorobę chłopaka nagle ubyło, stało się mniejsze. Zostawiwszy swoje zmartiwenia gdzieś pomiędzy autem a mieszkaniem, czuł się zdecydowanie lżej. Klucze wiszące w zamku zadźwięczały wesoło, gdy Baekhyun zamknął drzwi. Rozpiął następnie kurtkę, zdjął rękawiczki i zsunął trapery ze stóp. Jego policzki były chłodne, chęte przyjąć dodatkowe ciepło mieszkania. Domyślał się, że gdyby nie skorzystał z propozycji Chanyeola wróciłby do domu zmarznięty z mrozem pod paznokciami i czerwonym nosem. Odłożył torbę na komodę, zdjął kurtkę i odwiesił ją na haczyk. A potem jego oczom ukazał się Jongdae. Zawinięty w koc - który ostatnimiczasy był jego nieodłącznym dodatkiem - opatry o ścianę ich przedpokoju wpatrywał się dużymi oczami w Baekhyuna, to zaciskając to rozluźniając palce na zmiętych kolorowych frędzelkach. Baekhyun uśmiechanął się na ten widok, a okolice jego serca zalało ciepłe, przyjemne uczucie, gdy zmierzwił włosy chłopaka.
- Chodź, zrobię nam hebraty - powiedział, wymijając go. W ostatniej chwili chwytając oniemiałego Jongdae, który najwidocznej miał coś do powiedzenia, za łokieć schowany pod materiałem koca.
Kwiaty ustawione na środku stołu żucały krótki cień na biały blat, dumnie reprezentując swój kolor w blasku wiszącej nad stołem lampy, a siedzący przy nim Jongdae wydwał się być naprawdę bardzo zainteresowany fakturą ich płatków oraz połyskiem liści. Baekhyun kupił je dwa dni wcześniej na wyprzedaży jednego ze światecznych straganów, które okazały się również wznawiać swoją działaność w okresie letnim, oferując klientom naprawdę piękne i kolorowe kwiaty i intensywnych egzotycznych woniach.
- Naprawdę nie rozumiem tego, że od lata trzymają się tak dobrze - powiedział Jongdae, przerywając tymsamym ciszę goszczącą jedynie stłumiony dźwięk bulgotwania wody w czajniku. Baekhyun, który odwrócony tyłem wyjmował z pudełeczka saszetki z herbatą uśmiechnął się delikatnie.
- Ktoś musiał poświęcać im wiele uwagi - stwierdził, wyłączając czajnik. Zalał kubki wrzątkiem i ujął w dłonie. Przyjemy zapach malin wypełnił pomieszczenie, zdawałoby się po same brzegi. - Rozumiesz, pielęgnował je i podlewał, kiedy był na to odpowiedni moment - mówiąc to postawił kubki na stole, a sam zajął miejsce na przeciwko skulonego Jongdae. Podparł głowę na dłoniach, swój wzrok lokując w młodszym.
- Wydaje mi się, że nim jestem - głos Jongdae zawisł pomiędzy nimi niczym najprzyjemniejsza w świecie nuta, zadrżał na nieistniejącym wietrze i rozmył się w nicość, by po chwili znów powrócić, tym razem wraz ze spojrzeniem chłopaka spoczywającym na Baekhyunie - Jestem kwiatem, którego pielęgnujesz. - dodał, kładąc dłonie na ściankach kubka. Para unosząca się z gorącej herbaty stanęła pomiędzy nimi, ale nie na długo. Bakhyun wyciągnął dłoń, czując jak słowa niby niewinne i zwykłe sprawiają, że jego serce pęka na pół. Uśmiechnął się, a z jego serca wypłyneły łzy. Kolejne uczucie, podobne do tego, które nawidziło go w kawiarnii zawładnęło umysłem chłopaka, kiedy ten ponownie mierzwił włosy swojego przyjaciela. Twarz Jongdae pozostawała poważna, mimo kąciów ust uniesionych ku górze i powracająćych ogników w oczach - Chciałem podziękować za to co dla mnie robiłeś do tej pory.
- Nie musisz mi za to dziękować - odpowiedział prostując plecy. Jego kręgosłup strzyknął niebezpiecznie, ale to wydawało się być jedynym dźwiękiem we wszechświecie, zupełnie jakby ich oddechy nie brzmiały, jakby z ulic miasta znineły auta pozostawiając po sobie jedynie ślady opon, przykrywane przez kolejne warstwy padającego śniegu. - Coś się dziś stało, że o tym pomyślałeś?
Jongdae pokręcił głową, a jego wzrok spoczął na delikatnych płatkach kwiatu.
- Znalazłem dziś płytę, którą twoja mama często puszczała nam w dzieciństwie - zaczął, a czar chwili prysł.
Baekhyun zwilżył usta i uniósł kubek do ust. Pozorne "Wszstko jest dobrze" zostało stłuczone w drobny, ostry niczym odłamki szkła, mak przez "To tylko iluzja, nabrałeś się"
- Dlaczego to zrobiłeś? - spytał spokojnie, choć jego umysł pragnął zamknąć się na klucz.
- Szukałem swojej dokumentacji z dzieciństwa. Wszystko było w jednym pudle - wyjaśnił mu. Palce Jongdae poczeły wystukiwać nerwowy rytm na ceramicznej powierzchni. - Przesłuchałem jej i przypomniały mi się te jesienne dni, podczas któych we trójkę biegaliśmy do studni po wodę - powiedział, a Baekhyun ze zmieszaniem ujrzał uśmiech goszczący w kącikach jego ust - Pamiętam, kiedy pewnego dnia nocowaliśmy w stodole twojego dziadka... To była najcieplejsza noc tego lata, spaliśmy pod otwartym niebem na stogach siana, a nad ranem, gdy słońce dopiero miało wstać wspinaliśmy się po drzewach, grając w podchody - jego uśmiech poszerzył się. Baekhyun czuł jakie słowa padna za chwilę z jego ust, dlatego też jego palce zacisneły się mocno na uchu trzymanego kubka. Mimo to pozwalał mu mówić, bo dla Jongdae wspomnienia przeszłości nadal były warte kilku chwil oderwania się od okrucieństwa świata rzeczywistego i jeśli Jongdae w taki sposób mógł choć na moment zapomnieć o tym co dotyczy go w teraźniejszości, Baekhyun chciał mu na to pozwolić. - Pamiętam jak pobiegliście przodem, zostawiając małego mnie gdzieś za sobą, a wtedy natrafiliście na potok i-
Jongdae urwał. Spojrzał na Baekhyuna wzrokiem, kty próbował zajrzeć do jego wnętrza, chciał upewnić sie co siedzi pomiędzy zwojami umysłu i jaki kolor mają jego myśli. Baekhyun przygotował się na takie momenty. Zamknął swój umysł już dawno, a w tym momencie wyjął z kieszeni uśmiech i nałożył go na usta. Jongdae również się uśmiechnął.
- Przepraszam, wiem, że nie lubisz, gdy o tym mówię. - powiedział, kładąc dłonie na ściankach kubka. Uniósł go do ust i przymknął oczy, podczas gdy Baekhyun westchnął i potrząsnął głową.
- Nie przepraszaj mnie za to. - doparł
Chłopak pokiwał głową.
- Wybierasz się na święta do rodziców? - spytał nieśmiało.
Baekhyun wzruszył ramionami.
- Brałeś dziś leki?
Na obydwa pytania, jak oboje się domyślali, odpowiedź była taka sama.
Nieczęsto udawało im się usiaść przy jednym stole bez zbędnych notatek lub uniesionych głosów i po prostu porozmawiać. Rzadko zdarzało im się być normalną parą przyjaciół od kiedy Minseok odszedł od Jongdae. Teraz, kiedy Baekhyun miał zamiasr opowiedzieć mu o wszystkich rzeczach, które ominął, łącznie z przypadkowymi spotkaniami z Chanyeolem, kartką z numerem, nowym pracownikiem MilkyWay Cafe i sprzeczce obiety z bordowym kapeluszem oraz sprzedawcą świątecznych ozdób. Chciał uchwycić trzeźwego Jongdae, jego Jongdae, który siedząc przed nim z kubkiem herbaty zamiast szklanką ginu wyglądał jak ktoś, kto zostawił go prawie miesiąc, może połtorej miesiąca wcześniej. I miał zamiar mu wybaczyć tę nieobecność, póki tylko przy nim zostanie taki jaki jest teraz. Miał zamiar, ale usłyszał słowa, których nie chciał.
A później wszystko było dobrze. Zła emocja ubrała maske dobrej i wymęczony dniem Baekhyun biorąc prysznic poddał się tej komicznej grze na jego emocjach. A potem zasnął. Nad ranem, ale zasnął.
Wszystkie emocje szlag trafił, gdy pośród nocy ci dobrzy okazali sie być złymi, a maski zrzucone z niewidzialnych twarzy dryfowały wraz z nim pomiędzy snem a jawą.
Właśnie wtedy pomyślał, że nikt nie może się dowiedzieć.
A potem pomyślał o Chanyeolu.
O Jongdae.
O podchodach.
I zasnął.
***
Promienie słońca przedzierały się przez śniegowe chmury, którego tego dnia zlitowały się nad miastem i tak zanuszonym po kolana w zaspach. Wpadały przez okno tworząc, zdawałoby się, idealne prostokąty na ciemnych panelach, ciemnej, drewnianej ramie łóżka, jasnej pościeli i lewym oku Baekhyuna. Zewsząd dało się wyczuć woń kawy oraz cynamonu. Zapach ten przedzierał się przez szczeliny zamkniętych drzwi, tańczył w powietrzu i wirował, kusząc swoją aurą ciepła kawiarnii MilkyWay. Dla śpiącego, który dopiero powraca do świata świadomych, zapac ten szedł w parze z trzaskiem kominka i widokiem ozdób świątecznych porozwieszanych wszędzie.
Pod powiekami Baekhyuna mieniły się czerwono-zielono-białe ozdoby zdobiące ściany kawiarnii, przemieniały sie w płomień świeczki, który z chwili za chwilę przybierał na sile, dgał delikatnie na powiewie wiatru, a potem gasł, pozostawiając po sobie tylko stróżkę szarego dymu.
Wtem Baekhyun podniósł się do siadu, oddychając ciężko. Rozejrzał się po pomieszczeniu mrużąc oczy przed jasnym blaskiem słońca i próbując zrozumieć w jaki sposób znalazł sie we własnym pokoju, chociaż chwilę wcześniej widział swoje notatki rozłożóne na kawiarnianym stole, świeczkę i ozdoby mieniące się przeróżnymi kolorami.
Wypuścił powietrze z płuc, opuszczając ramiona i potrząsnął głową.
- Masz zbyt realne sny, Baekhyun - powiedział sam do siebie. Jednak coś, co wydawało się być snem, trwało nadal i było zupełnie prawdziwe.
Słuch Baaekhyuna wyostrzył się, gdy usłyszał szmer za drzwiami. A późnej dotarł do niego zduszony śmiech. Śmiech nie jednej, a dwóch osób, a później głos Jongdae, mówiący coś zupełnie niezorzumiałego. Baekhyun podniósł się z łóżka i ubrany w kraciaste spodnie z piżamy i koszulkę, ze zmierzwionymi przez sen włosami oraz zaspanymi oczami ruszył do drzwi.
Zaskrzypiały, gdy je uchylił, zwracając na siebie uwagę Jongdae.
I Chanyeola.
Baekhyun zatrzymał się pół kroku zupełnie zaskoczony widokiem chłopaka o tak wczesnej godzinie we własnej kuchni, w dodatku w towarszystwie roześmianego Jongdae, po którym nie było widać ani namiastki choroby. Jego małe dłonie spoczywały na czerwonym kubku z unoszącą się zeń parą, zaś wzrok utkwiony był w pochylającym się nad kuchennym blatem Chanyeolu, którego Baekhyun mógł ujrzeć jedynie w połowie z winy ściany która przesłaniała mu widok. Plus dla niego, pomyślał, może wrócić niezauważony do pokoju i wyjść kiedy będzie w stanie pokazać się na oczy komukolwiek kto nie będzie Jongdae. Myśl ta jednak zajeła mu o pół sekundy za długo, bo gdy zrobił krok w tyl z zamiarem pryśnięcia, wzrok jego przyjaciela przeniósł się na jego osobę, a Baekhyuna sparaliżowało.
- Cześć - odparł w końcu, następnie zwilżając usta.
Jongdae podszedł do niego i uśmiechnął się szeroko.
- Musimy pogadać. - powiedział, zanim Chanyeol zabrał głos, Baekyun zdążył tylko ujrzeć jego machającą dłoń i ponownie znalzał się we własym pokoju.
Jongdae wszedł za nim pamiętając o niesfornym zamku, który nie zawsze zaskakiwał. Tym razem upewnił się, by drzwi zostały dokładnie zamknięte, a żadne zesłów nie wydostało sie poprzez szczelinę między nimi a futryną i dopiero wedy spojrzał na zdezorientowango Baekhyuna, który po nagłej pobudce powoli powracał do świata rzczywistości.
Baekhyun usiadł na brzegu łóżka i zmierzwił włosy, a następnie potrząsnął głową.
- O co chodzi? - spytał z charakterystyczną chrypką. Jongdae pojawił się przed nim nie wiadomo skąd.
- To ja powinienem spytać. Chanyeol zaprosił mnie na spacer - powiedział nie owijając w bawełnę, sprawiając jednocześnie, że Baekhun poczuł się naprawdę rozbudzony. Momentalnie stanęła przed nim rozmowa z dnia poprzdniego, kiedy to Chanyeol spytał o to kim jest Minseok, a on tak po prostu mu wszystko powiedział.
- Przepraszam... - wychrypiał, czując się niemal podle. Spuścił wzrok na swoje dłonie, nie mogąc ujrzeć delikatnego usmiechu maluącego sie na ustach Jongdae - Pomyślałem, że mogę mu zaufać w tej kwestii, nie wydawał się obrzydzony, gdy... - zmarszczył brwi, uświadamiając sobie sens zaistniałej sytaucji. Podniosł wzrok na Jongdae i otworzył szeroko oczy - Zaprosił cię na randkę?
Jongdae pokiwał głową, a na widok jego uśmiechu uśmiechnął się również Baekhyun, a w jego sercu pojawiło się delikatny zarys uczucia, które czuł naprawdę. Dopiero teraz ujrzał jak bardzo Jongdae jest radosny i dopiero teraz ujrzał wyraźniej szansę na poprawę jego nastroju na dłuższą metę.
I jak początkowo przypuszczał, Chanyeol mógł mu w tym pomóc.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Downtown #1 bad dream
CHAPTER ONE: BAD DREAM Niebo usłane było gwiazdami, a nocna cisza wypełniała szczelnie małe pomieszczenie mieszczące się na szczycie niew...
-
CHAPTER ONE: BAD DREAM Niebo usłane było gwiazdami, a nocna cisza wypełniała szczelnie małe pomieszczenie mieszczące się na szczycie niew...
-
Zegar wskazał godzinę szesnastą trzynaście, gdy Baekhyun po raz kolejny wybrał numer z leżącej przed nim żółtej karteczki. Dzień ten należa...
-
Jongdae pozowlił sie ubrać, osuszyć oraz wykazał chęć pójścia do łóżka, ale tylko pod warunkiem, zaznaczył, że Chanyeol pójdzie wraz z ni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz